niedziela, 16 lipca 2017

Wpis 41. Czy to może już? - bo Nibiru tuż, tuż…

Oczywiście sami tego również nie wiemy, czy to właśnie teraz zbliża się ten czas. Nie, nie - nie czas żadnego tam końca świata, lecz czas rozpoczęcia się takich wydarzeń i takich zmian w naszym wymiarze, jakich na Ziemi dawno nie mieliśmy, co najmniej w ostatnich kilkunastu tysiącach lat jej burzliwej historii. A jeśli myślimy, że Duch Święty wyjawi nam tę tajemnicę, kiedy ma to wszystko się rozpocząć, to jesteśmy w grubym błędzie, ponieważ to On sam powiedział, że nic z tego, ponieważ żadnych dat to On nie podaje. Niemniej pozostawił nam ciekawą wskazówkę. A właściwie to wskazał na trzy rzeczy. Jedna - będzie już tyle nieprawdziwych dat „końca świata”, że kiedy nadejdzie ten właściwy czas, to już nikt nie da temu wiary. Druga - Sam Ojciec Niebieski postanowił o położeniu kresu temu wszystkiemu, co obecnie na Ziemi bez przerwy się wyrabia. To są ostatnie chwile względnego spokoju i złowrogiej ciszy przed burzą. I jest rzecz trzecia - nasilenie się katastrof naturalnych aż do takich, po jakich ludzkość nie będzie w stanie się już podnieść, gdyż będzie to już prawdziwa klęska humanitarna. Opiekun Ziemi uprzedził nas wyraźnie - jest w przygotowaniu klika takich mocniejszych kataklizmów, jakie skutecznie i porządnie mają potrząsnąć ludzkością. Tak mocno, żeby w końcu ta się obudziła ze snu, z tego letargu powodującego tak ogromny marazm myślenia i w ogóle zabójczy nieżyt umysłu, żeby ostatecznie przeprowadzona kuracja wstrząsowa (i to porządna kuracja wstrząsowa) była tym razem najskuteczniejszą ze wszystkich, jakie mieliśmy do tej pory. Igraliśmy z ogniem ignorancji, igraliśmy, no to żeśmy się doigrali…
 .

W miejscu, w którym mieszkamy bardzo dziwne rzeczy dzieją się tego roku. Chodzi o pogodę. Akurat nas to nie martwi, gdyż zimy są ostatnio nad wyraz łagodne. W porównaniu z tymi sprzed kilku lat, kiedy przymrozki trzymały całymi tygodniami a w domu mieliśmy około ośmiu stopni Celsjusza, to teraz, jak jest dwanaście - trzynaście stopni, no to jesteśmy spokojni i da się wytrzymać i to nawet bez żadnego ogrzewania, przeważnie korzystając tylko z zimnej wody. Latem zaś doświadczamy również dużej ulgi od upałów, ponieważ zazwyczaj mamy ponad czterdzieści stopni Celsjusza w cieniu, a niekiedy i tyle samo w pokojach na piętrze. Na szczęście tego roku dużo pada, często jest pochmurno, a co najważniejsze temperatura wyraźnie się obniża i mamy niebywałe o tej porze roku trzydzieści kilka stopni. (Jednak nadal są tygodnie, kiedy upały powracają). Dla nas to znaczy wiele, bo nie mamy żadnej klimatyzacji w domu, żadnego nawet wiatraczka, a po zakupy chodzimy pieszo. Najczęściej rano, zanim zacznie się upał. (A tak - mamy jeden wiatraczek, ale nim chłodzimy komputerek - mały przenośny. Jego wewnętrzny wiatraczek odmówił posłuszeństwa.)

W tym roku nawiedziły nas także huragany. W poprzednich latach też byliśmy pod ich wpływem, lecz tylko pośrednim. Ich obrzeża docierały do nas, co skutkowało większym deszczem i mocniejszym wiatrem. Najwięcej z nich było w Zatoce Meksykańskiej. Wdzierając się na ląd na szczęście słabły. Jednak zdarzył się wyjątek - tylko raz. Huragan Patrycja przeszedł przez północno-zachodnią część Meksyku. Siła wiatru osiągnęła wtedy 270 kilometrów na godzinę. Wystąpiły powodzie, osunięcia ziemi, a drzewa były wyrywane z korzeniami. Huraganowi nadano piątą kategorię i był najsilniejszym, jaki kiedykolwiek odnotowano. Szczęście w nieszczęściu, to dokonane przez niego spustoszenia wystąpiły na obszarach o małym zaludnieniu. I mimo wszystko naukowcy nie mogli się nadziwić, jakim cudem żywioł ten zatrzymał się jeszcze przed samym wejściem na ląd. Zupełnie tak, jakby jakaś niewidzialna a potężna ściana nagle zagrodziła mu drogę.

Jednak to niebezpieczeństwo nawet wtedy zbyt poważnie nie dało nam o sobie znać. Natomiast o wiele bardziej odczuliśmy inną gwałtowną burzę, jaka nawiedziła sąsiednią, pobliską miejscowość. Było to kilka tygodni temu. Wtedy naprawdę mocno wiało i padał ulewny deszcz. W całym naszym mieście nie było też prądu. I w ogóle w tym roku wieje jak nigdy dotąd. Na całe szczęście, a zwłaszcza dzięki niezawodnej opiece Istot Duchownych obyło się bez żadnych strat. Nikt na osiedlu nie ucierpiał, ani od sąsiadów nie słyszeliśmy o żadnym nieszczęściu w  mieście.

Tylko niestety. Nie będzie już tak pięknie. Mieliśmy tego próbkę w roku 2013-tym, a jak wszyscy dobrze pamiętamy, zdarzyło się to w Czelabińsku. Środki masowego przekazu i tak nie powiedziały o wszystkim, co się wtedy działo. A działo się o wiele, o wiele więcej - tak w samej Rosji, jak i po stronie Oceanu Spokojnego. I wszystko wskazuje na to, że historia znów się powtórzy, ponieważ tak jak wtedy meteoryty spadały za sprawą Nibiru, to tak samo i teraz może dojść do tego samego. Mamy jeszcze nieco czasu, ale niewiele, gdyż Planeta Nibiru prawdopodobnie już wkrótce zrówna się z Planetą Ziemia. A na pewno już minęła Słońce.

Kiedy tylko osiągnie Wenus, to wszyscy się o tym dowiemy dzięki takiemu rozbłyskowi tej Planety, jakiego jeszcze nie widzieliśmy. Wenus po raz pierwszy zajaśnieje o wiele większym światłem niż dotychczas.

Teraz kilka przemyśleń. Chcą nas zająć czym tylko się da, chcą odwrócić naszą uwagę na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli się ma bogactwa całego świata, to pieniądze są nieważne, bo to właśnie nimi tak żonglują, jak żonglują naszymi umysłami, odwracając uwagę od tego co najważniejsze. Stąd widowiskowe komisje śledcze na przykład w sprawie przestępczej reprywatyzacji, piramidy finansowej, a także nagle wyciąga się zapomnianego „trupa” z szafy, jakim jest chęć reanimowania polskiego sądownictwa. Rzecz jasna innych podobnych tym „uciech dla ludu” na całym świecie nie brakuje.

Dla możnych tego świata wszystko jest pożyteczne i użyteczne, co tylko pomaga im w ich jedynym celu - niech ludzie zajmują się fałszem, ułudą i obłudą. Niech poświęcają swoją cenną uwagę temu, co w chwili nadejścia decydujących zmian nie ma żadnego znaczenia. Bo czymże jest cały świat wobec możliwości opowiedzenia się po stronie życia i wybrania życia? Bo czymże jest cała sława i władza tego świata wobec władzy nad śmiercią? Czymże jest nurzanie się w materialnym bycie wobec możliwości pięknego wzniesienia duchowego?!

Uważamy, że nasze życie wcale nie wymaga zmiany? Myślimy, że już jesteśmy takie doskonałe i tacy doskonali, że już nic więcej nie trzeba się nam tutaj wysilać? Uważamy, że nie potrzebujemy żadnego przekształcania się, żadnego przeobrażania, zmiany na lepsze, ani przewartościowania naszych wartości? O nie, najczęściej to nie są żadne wartości, lecz pustkowie nic nie znaczącej bezwartościowości, na jakiej żerują władcy tego świata, chcąc ją zapełnić następnymi bezwartościowymi tworami materialnej ułudy. Tylko że niestety w niczym nam to nie przeszkadza, ponieważ wielki głód sprawiedliwości i ogromne pragnienie dobra chwilowo jest zaspokojone, a właściwie można powiedzieć - tymczasowo oszukane.

Ale nic z tego. Rzeczywistego głodu prawdziwych wartości niczym oszukać się nie da, tak samo jak prawdziwego głodu nie można oszukać jakimiś okruchami ze stołu możnych tego świata. Rzucają nam ochłapy i mówią - „cieszcie się nimi, najedzcie się nimi do syta”. A my posłusznie tym się żywimy, tylko im więcej tego spożywamy, to tym większy czujemy brak nasycenia się prawdziwym pokarmem. To co od nich dostajemy, to jeszcze nie jest to, czego naprawdę pragniemy, to wcale nie jest to prawdziwe pożywienie, jakim możemy uśmierzyć głód serca i zaspokoić pragnienie duszy.

Dlaczego? Dlatego, że czujemy się tak, jakbyśmy były i byli na jakiejś bezkresnej pustyni, na jakimś ostatnim ugorze bez najmniejszego śladu człowieczych postaw i zwykłej ludzkiej uczciwości, a o bezinteresownej miłości to już w ogóle można zapomnieć. (Oczywiście tutaj uogólniamy, ponieważ na całe szczęście są przecież ludzie mający Pana Boga w sercu, lecz w skali całego świata są to nieliczne i coraz rzadziej spotykane wyjątki).

Wobec tego dojdzie do wywrócenia tego świata do góry nogami, a właściwie to nastąpi przywrócenie go do właściwej postawy, do postawienia go na nogi, dojdzie do wprowadzenia go z powrotem na właściwe ścieżki poszanowania życia i przywrócenia największych wartości z samego Życia wynikających. Dosyć już hołubienia pieniądza i wielbienia go jak bożka, czyniąc go naszym najpotężniejszym bóstwem, bez którego nie możemy się już w ogóle obejść, ani którego na krok nawet nie odstępujemy. Pieniądz stał się nieodzownym fetyszem skarłowaciałych ludzkich karykatur. Pieniądz zniszczył w nas to wszystko, co wzniosłe, czyste, piękne i wolne. No, właściwie to nie tylko pieniądz, ale i inne rzeczy biorące z niego swój początek, takie jak sława, władza, ego, polityka, religie, państwowości - jednym słowem te wszystkie sztuczne twory tej całej sztucznej jak plastik cywilizacji.

Czas nadejścia Nibiru będzie czasem prawdziwych postaw. To będzie czas potwierdzenia naszej siły albo słabości. To będzie czas okazania niezłomnej wiary i potęgi taj wiary, w przeciwieństwie do całej rzeszy tych niewiernych, jakich przecież jest przytłaczająca większość na tej Ziemi. inaczej mówiąc będzie to czas zmierzenia się z nad wyraz wyjątkowymi okolicznościami życia, w jakich tylko prawdziwe wartości (tak prawdziwe jak skała wiary niezłomnej) pozwoli na przetrwanie. Wszyscy inni wyznający wszystkie inne bezwartości, które dla nich stanowiły jedyne wartości, ulegną klęsce i odejdą w nicość, tak samo jak i ich nic nie znaczące „wartości”.

To będzie ten czas zrewidowania naszych prawdziwych ludzkich postaw. To będzie czas ukazania naszego człowieczeństwa (albo jego braku), ukazania naszej siły wzniesionej na niezachwianych i najtrwalszych fundamentach. Jaka wiara taka miara. Jaka wiara taka chwała (albo niesława). Jak wierzymy tak skończymy. Jak wierzymy tak się ocalimy. Jak wierzymy tak się określimy. Jakie zaufanie takie przetrwanie.

I właśnie dlatego ci nasi „mądrzy” rządzący, możni tego świata, ci wszyscy prześladowcy i ciemiężyciele chcą za sobą pociągnąć w nieistnienie tylu ludzi, ilu tylko się da. Sami tego do końca nie wiedzą, że sobie stąd odejdą. Bardzo dobrze sobie obmyślili ten ich przebiegły plan. Nibiru sobie przyleci, oni niczym szczury czym prędzej pochowają się do tych swoich bunkrów, podziemnych miast i przeczekają zniszczenia na powierzchni Ziemi, by potem powyłazić ze swoich wszelkich nor i już niepodzielnie, ostatecznie zapanować nad całym światem, posługując się w tym celu jak zawsze niezawodnym (w ich chorym i małym mniemaniu) pieniądzem.

To nic, że zostawili nas na powierzchni, narażając na wszystkie niebezpieczeństwa, katastrofy naturalne i kataklizmy, jakich jeszcze świat nie widział. To nic, że skazali nas na pewną śmierć. W końcu o to im chodzi, żeby jak najwięcej ludzi wyginęło, bo oni potrzebują zaledwie kilkuset milionów, by z nas uczynić sobie - tym razem już otwarcie - ostatnich niewolników.

Tak, wszystko pięknie ładnie, ale nie wzięli pod uwagę jednego „drobiazgu”, jednej „niepozornej” kwestii. Nie wzięli pod uwagę, że ich bezkarność bezpowrotnie właśnie się skończyła. Ich swawola raz na zawsze została ukrócona i to w takim stopniu, że już więcej nie będzie w stanie podnieść swojego wrednego ego. Ich nieludzkie plany tym razem nie mają żadnego prawa się ziścić. Ich potworne zamysły wypełzające z ich chorych głów, tym razem nie będą w stanie opleść Ziemi swoimi czarnymi, lepkimi mackami, chcącymi uśmiercić na niej wszystko co tylko zechcą.

Tym razem to koniec, ale nie nasz lecz ich. A ich koniec to nasz upragniony początek. Początek nowego życia, jakie wreszcie musi się tutaj zacząć, bo nadszedł ku temu najwyższy czas. Niech rozumni to pojmą, niech widzący to ujrzą, a wzniesieni duchowo niech się tym cieszą. Ci zaś, co nie są ani rozumni, ani widzący, ani wzniesieni, to niech nie załamują jeszcze rąk i niech się nie martwią, bo niewinni mieć jeszcze będą swoją szansę, możliwość zrozumienia, ujrzenia i wzniesienia, ale pod jednym jedynym warunkiem - że będą tego chcieć. A to zależy przecież od każdej i każdego z nas - tylko i wyłącznie.

Nikt nikogo do niczego wcale nie będzie zmuszał, a tym bardziej nie będzie zmuszał do prawdziwej, czystej, szczerej miłości. Ale nie takiej miłości pustej, bo wyrażonej samymi słowami, co nic, ale to nic nie kosztuje, nie kosztuje nawet najmniejszej krzty najbardziej lichego wysiłku. O nie, tak łatwo to już nie będzie. Teraz to będą zupełnie nowe czasy, kiedy prawdziwą miłość to trzeba będzie po prostu potwierdzić swoimi czynami - tak wobec Największego Majestatu, Ojca Niebieskiego Jahwe, jak i wobec każdej Jego Cząsteczki Energii znanej nam inaczej jako Życie!