środa, 2 sierpnia 2017

Wpis 48. I znów rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.


Miałem w tej sprawie nic nie pisać, ale nie dawało nam to spokoju. Z jednej strony mamy niezmienne i  ciągłe wychwalanie bohaterstwa - tak walczących powstańców jak i mieszkańców stolicy Polski, z drugiej strony zaś coraz liczniejsze i śmielsze głosy krytyki, glosy przeciwne oficjalnemu wychwalaniu tego powstańczego zrywu. Od razu zaznaczamy, że dzisiejszy wpis będzie w tym drugim tonie, więc jeśli ktoś jest odmiennego zdania, to prosimy się zapoznać z naszym poglądem. Nie staramy się nikogo do niczego przekonywać, lecz zawsze warto poznać inny punkt widzenia, gdyż być może pozwoli to na pewną zmianę myślenia. Co do tegorocznych obchodów rocznicy powstania, to doszło do prawdziwego zbezczeszczenia miejsca uświęconego ofiarami powstańców i mieszkańców Warszawy. Przyleciał taki jeden zza Oceanu i nakrzyczał coś, co mu napisali na kartce. Popłynął potok pustych słów, słów brzmiących fałszywą nutą patriotyzmu i łechcących tanie wzruszenie mas ludzi, co dali się ponieść fali łatwego uniesienia, jak na jakimś wiecu politycznym, kiedy wszystkim obiecuje się gruszki na wierzbie. Prezydent obcego kraju, wichrzyciel pierwszego szeregu możnych tego świata, jaki stale wywołuje niezliczone zatargi międzynarodowe, wszczyna liczne wojny i ciągle tylko szuka następnych okazji do robienia zamętu, choćby sankcjami gospodarczymi, a jego wojska okupują teraz Polskę i prowokują naszego sąsiada; nie ma żadnego prawa głosu w tej sprawie i na tym miejscu. I kto w ogóle go tam wpuścił? Chyba tylko podobni mu słudzy fałszywego systemu. A po nim przychodzi następny prezydent i krzyczy na uroczystości, że „Wasza ofiara nie poszła na marne”.
.

Niestety prezydencie Duda, każda ofiara jest zbędna. Od wieków tylko walczymy i ciągle przegrywamy. A jak wolność nam żeście odebrali, to tak ciągle jej nie mamy. I nie wystarczy powiedzieć słowo „Ojczyzna”, „Polska”, żeby wszyscy myśleli, że żyjemy w wolnym kraju. Nie, nie żyjemy i jest jeszcze gorzej niż przed drugą wojną światową, niż za sanacji. Ale o tym za chwilę.

Najpierw prześledźmy po kolei i na chłodno - bez parujących patriotyzmem mózgownic - co zyskaliśmy a co straciliśmy dzięki tej walce i czemu (komu) ona służyła (się przysłużyła).

Po pierwsze, zastanówmy się, w jakim celu wybucha powstanie. To jasne, żeby pokonać wroga i odzyskać wolność. A zatem ani jeden cel nie został osiągnięty.

Po drugie, żeby mieć korzyść ze zwycięstwa i dzięki niemu móc dalej się rozwijać muszą przeżyć ci, co się tym zajmą. W tym przypadku w przeważającej mierze nie przeżyli sami walczący, a na domiar złego przyczynili się do zagłady bardzo wielu mieszkańców Warszawy, którzy byli bestialsko mordowani i nikt nie mógł ich już obronić.

Po trzecie. Po zakończeniu wojny Powstańcy Warszawy wraz z ludnością cywilną byliby w stanie więcej zdziałać na drodze pokojowej, niż ginąc w nierównej walce.

Po czwarte. Nie jest naszym zamiarem ani celem ujmowanie honoru poległym w walce Polakom. Jak najbardziej należy się chwała bohaterom za ich tak odważną walkę, ponieważ wielu europejskim narodom tej odwagi w ogóle nie starczyło. Jednak trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nie można odmówić bohaterstwa również i tym, co potem przez całe dziesięciolecia znosili upokorzenia, prześladowania i panoszenie się swoich wrogów.

Po piąte. Nie daliście im wystarczającego uzbrojenia i z gołymi rękami wypuściliście do walki. Obecnie również tworzycie oddziały wojskowe młodych ludzi, którzy karabinami mają dać odpór rakietom i bombom. Tak jak wtedy to tak i teraz gracie tylko na uczuciach i manipulujecie ludźmi. Nawet w telewizji pokazaliście urywki filmów dokumentalnych z powstania, które żeście pokolorowali, a ludzie się nimi zachwycają, że nawet w ten sposób oddajecie cześć poległym. Oddawanie im czci, zachowanie o nich pamięci nic was nie kosztuje, ale znowu przygotowujecie następne szeregi naiwnych, żeby bez zastanowienia poszły na następną waszą wojenkę, jaką od dłuższego czasu zdradziecko przygotowujecie. Chcecie, żeby młodzi na dźwięk trąbki - tak jak im „trump-ka” zagra - poszli na rzeź, bo tylko na tym wam zależy.

Łatwiej jest zginąć za Ojczyznę w walce, niż ponosić codzienny i mozolny trud, trwający kilkadziesiąt lat, utrzymując swoje rodziny przy życiu ciężką i niewolniczą pracą. Łatwiej jest złożyć swe życie w ofierze na ołtarzu patriotycznego zrywu zbrojnego, niż zachować to życie, podarować je najbliższym i o nie dbać ze wszystkich sił.

Następna rzecz. Sami powstańcy mówili, ze już nie mogli wytrzymać niemieckiej okupacji. Mieli jej dość i dlatego rzucili się do walki. To w takim razie co mieli powiedzieć mieszkańcy stolicy? Czy oni też nie mieli dość niewoli? Z pewnością tak, tylko że potrafili to znosić, bo zdawali sobie sprawę, że samymi pięściami nic nie zwojują. A powstańcy, to przecież dzieci, młodzież, młodzi ludzie po kilkanaście lat - co oni mogą wiedzieć o cierpliwości i wytrwałości? Czego takiego doświadczyli, że już nie mogli wytrzymać? Więcej cierpieli od innych dorosłych ludzi, swych rodziców? Wszyscy dzielili ten sam los, a ich śmierć wcale go nie poprawiła, lecz o zgrozo znacznie go pogorszyła i to na następne długie lata.

Zamiast podejmować się nierównej, samobójczej walki trzeba było siedzieć cicho i czekać na Rosjan. Po ich przeprawieniu się przez Wisłę dopiero rozpocząć walkę, żeby tamtym łatwiej było przyjść z pomocą. A to, że nie mogli ich powitać już jako gospodarze to trudno. Tym bardziej nimi nie byli jak zginęli.

A zachowując swe życie zabrać się po wojnie do roboty, ale nie tej zbrojnej, lecz politycznej. Może i łatwo mi tak pisać, bo jestem mądry po szkodzie, jak to zwykle każdy Polak, ale puśćmy wodze marzeniom i pogdybajmy trochę, co by to mogło być, żeby być może w przyszłości uniknąć czegoś podobnego.

Wiadomym jest, że wskutek przegranej walki powstańczej doszło do ujawnienia całego podziemia AK. I kiedy NKWD rozpoczęło prześladowania, to miało bardzo ułatwione zadanie z dokończeniem mordu rozpoczętego przez ich sojusznika z pierwszych miesięcy wojny. A potem to już wszyscy wiemy co się działo. Stalinizm, zamordyzm, ciągłe prześladowania, aresztowania, zbrodnie i dalsze ofiary.

Czy można było uniknąć tego wszystkiego, gdyby nie Powstanie Warszawskie? Być może nie, lecz z całą pewnością wszyscy ci młodzi ludzie, którzy tak licznie polegli, mieliby większą szansę, większe prawdopodobieństwo przeżycia.

I bardzo byście się przydali po wojnie, naprawdę bardzo. Może to właśnie Wy potrafilibyście skutecznie głosować w wyborach po zakończeniu wojny i nie dopuścić do ich sfałszowania. Może to właśnie dzięki wam zamiast „trzy razy tak”, byłoby „Trzy Razy Nie”. Może to akurat dzięki wam Naród Polski właśnie wtedy potrafiłby coś zrozumieć i jeszcze bardziej się zjednoczyć przeciw tej zdradzie. Mogliście być przywódcami Polaków i poprowadzić ich inną, niezależną drogą.

A gdyby nawet tak się nie stało, to w latach pięćdziesiątych była jeszcze jedna wyśmienita okazja, kiedy to przez cały kraj przetoczyła się fala strajków. Została jednak stłumiona w bezwzględnym sposób. Pozbawiano pracy wszystkich biorących w nich udział. I wtedy właśnie niewiele brakowało do odniesienia zwycięstwa przez polskie społeczeństwo. Wystarczyło by więcej wytrwałości i system komunistyczny by tego nie wytrzymał. Zabrakło siły ducha w narodzie, którą Wy mogliście mu dać. Należało postąpić na wzór przeprowadzonego w RPA biernego oporu. W odpowiedzi władze tamtego kraju dokonywały bardzo licznych aresztowań przeciwstawiających się jej robotników. Jednak ci nie zaprzestali swych strajków. Aresztowań było coraz więcej, a pomimo tego Mohandas Karamchand Gandhi wytrwale prowadził dalej ten sprzeciw, którym cały czas kierował.   

I stał się cud. Władze RPA zwolniły wszystkich uwięzionych robotników, gdyż… nie było komu pracować! Najpierw niemal wszystkich pozbawili wolności, a potem zdali sobie sprawę, że obróciło się to przeciwko nim. (O tym już pisaliśmy). Bierny opór zwyciężył i nie trzeba było zaraz walczyć. To my Polacy jak napotykamy jakąś trudność, albo pojawia się jakiś sprzeciw, to pierwszą rzeczą jaka przychodzi nam do głowy, to chwytać za szabelki, sięgać po karabiny i na ślepo rzucać się do walki. Zamiast pójść po rozum do głowy, zamiast najpierw trochę pomyśleć i wykazać się sprytem dla przechytrzenia przeciwnika, to takie zachowania uznajemy za tchórzostwo albo niegodne patrioty. Nam nie trzeba dać się zabić i ginąć z byle powodu, lecz wskazane jest nam przetrwać, żyć i zmieniać ten świat na lepszy. Trzeba umieć rozpoznać czas.

Dlatego czasem warto przeczekać i w pokorze znosić prześladowania, żeby potem zwyciężyć. W związku z tym, gdyby wtedy Polakom udało się wytrzymać i nie dać się złamać, lecz dalej strajkować, nie walczyć - prowadzić bierny opór choćby kosztem wyrzucenia z pracy wszystkich robotników pokolenia lat pięćdziesiątych, to wtedy kto wie, jak szybko doszłoby do załamania władzy i takiego zwycięstwa odniesionymi nad nimi, że być może doszłoby do uzyskania większej swobody politycznej i gospodarczej, niż dzięki tym wszystkim niepotrzebnym bitwom prowadzonym przez Żołnierzy Niezłomnych. Widocznie nie wynieśli żadnej nauki z klęski Powstania Warszawskiego i nie zastanowili się, że nawet „nec Herkules contra plures” - i Herkules nie pomoże kiedy ludzi (wrogów) całe morze. Nie zawsze, a właściwie najczęściej brutalna siła nic już nie wskóra.

Zamiast więc otwartej i bezpośredniej walki warto uciec się do wybiegu lub biernego oporu. Takiego, w którym cały naród wiernie bierze w nim udział. A po zwycięstwie brać się za zmiany, tym chętniej, że przeprowadzane dla siebie, dla własnej korzyści, bo jak najbardziej zasłużone. I właśnie wtedy tak bardzo byście się przydali - wszyscy Wy, co niepotrzebnie żeście odeszli - jako politycy, jako nauczyciele, inżynierowie, lekarze i zwykli uczciwi ludzie, którzy swoim codziennym życiem i swoją uczciwą pracą byliby w stanie zmieniać polską rzeczywistość na dużo lepszy los wszystkich Polaków.

Może to właśnie dzięki Wam, biorąc za wzór Rotmistrza Witolda Pileckiego udałoby się zawierać korzystne umowy gospodarcze między Polską i Rosjanami. To może dzięki Wam - dzięki Twojej twórczości Krzysztofie Kamilu Baczyński, poruszyłbyś serca naszych rodaków i obudził ich sumienie. I wreszcie to może akurat wszyscy Wy, Kochani Powstańcy bylibyście tym moralnym wzorem dla całego polskiego społeczeństwa, żeby nie wpaść w sidła korupcji, nie dać się sponiewierać tonąc w alkoholizmie, ani nie dać się tak łatwo omamić politykom, którzy sprzedali Naszą Umiłowaną Ojczyznę (jak to uczynili także obecnie), za którą wy oddaliście po prostu życie, ten największy i najświętszy skarb, jaki tylko człowiek może mieć na tej Ziemi…

Tak, nasi wrogowie bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że z Wami to tak łatwo po wojnie im nie pójdzie. To dlatego wymordowali najpiękniejszy kwiat Polski. Najbardziej wartościowi giną pierwsi.

I z całego serca przepraszam za poniższe słowa, ale słowa prawdziwe. Wasza wielka ofiara życia, zdrowia i cierpienia poszła jednak na marne w tym znaczeniu, że Polska wolnym krajem to w dalszym ciągu nie jest! Jedyny pożytek z waszej wielkiej ofiary, to szerokie otwarcie oczu ze zdziwienia współczesnych, otwarcie ich umysłów, by dojrzeć i zrozumieć to całe zakłamanie wokół nas.

Swego czasu była sobie taka jedna premier Anglii. „Diabli” ją nadali i dali jej przydomek „Żelazna” - żadna tam „dama”. Taka zwykła baba. Ale któregoś dnia powiedziała coś, co dało nam do myślenia. Chyba powiedziała za dużo, lecz było za późno, żeby to cofnąć i usunąć. Wyznała, że wolnym krajem jest taki, co ma swój przemysł. Może nie do końca można się z tym zgodzić, ale trzeba też przyznać, że wiele w tym racji.

W latach powojennych, aż do lat osiemdziesiątych rzeczywiście Polska miała swój przemysł. I chociaż Związek Radziecki nas okradał jak chciał (i nie tylko nas), to w każdej dziedzinie rozwijała się produkcja. Mieliśmy więc przemysł wydobywczy, przemysł przetwórczy, przemysł motoryzacyjny, lotniczy, rolniczy, stoczniowy, wojskowy, budowlany, energetyczny, a zwłaszcza ogromną produkcję żywności. Oczywiście nie można pominąć sztuki - prężna wytwórnia filmów dokumentalnych i fabularnych, wirtuozi muzyki klasycznej, rozrywkowej jazzowej, orkiestry smyczkowe, zespoły pieśni i tańca znane na całym świecie, w tym i dziecięce grupy taneczno-wokalne. (Jeśli coś pominąłem, to przepraszam). Dzięki tej całej gospodarce nie trudno sobie uzmysłowić jak wiele mieliśmy miejsc pracy.

Tak, wiemy, zaraz będą głosy sprzeciwu i same zarzuty, że polskie społeczeństwo było biedne i nie było żadnej własności prywatnej. To prawda, ale nie całkiem. Ludziom żyło się łatwiej, nie harowali tak jak teraz. No właśnie, to teraz mamy tę własność prywatną i co? jest tak wspaniale?

Pod wieloma względami jest o wiele, o wiele gorzej. To nie znaczy, że zaraz będzie „komuno wróć”. Nie o to chodzi, ale teraz to praktycznie nie mamy żadnego przemysłu. A że politycy coś tam bełkoczą o odzyskiwaniu banków, bo znowu trafiają w „polskie” ręce, że odbudowują „polski” przemysł, to jest tylko mydleniem oczu. Jak mówią o polskich rękach, to z nazwy jak najbardziej, ale to nie są żadni polscy właściciele, jak polskim ów rząd również nie jest. To, że tak mówią i mówią po polsku o niczym jeszcze nie świadczy, a nawet jest bardzo wymowne.

Odbudowują przemysł - śmiechu warte. Takie kosmetyczne zabiegi to niewinne bajeczki. A gdzie przemysł ciężki, placówki naukowe i wdrażanie polskich wynalazków? Co się stało z całym przemysłem motoryzacyjnym? Niby jesteśmy wolni od roku 1989-go, a do tej pory nie potrafimy stanąć na nogi, a nawet jest jeszcze gorzej, bo jakieś żołdackie włóczęgi zza Oceanu rozlazły się po Polsce, przywiozły swój złom i wspólnie z naszymi wrogami, przeciwko którymi żeśmy walczyli w czasie ostatniej wojny „strzegą naszych granic i bronią przed Rosją”…

No to teraz słuchajcie wy, możni tego świata: bronić nas, chronić i opiekować się nami to łaskawie mogą tylko i wyłącznie istoty Duchowe, które już wielokrotnie nas ratowały z waszych wstrętnych łap, jakie ciągle nam zaciskacie na szyi. Każda szanująca się Słowianka i każdy szanujący się Słowianin najpierw Opatrzności oddaje się w opiekę i najpierw Swoich Duchowych Opiekunów, Patronów pokornie prosi o pomoc. Każda szanująca się Słowianka i każdy szanujący się Słowianin bardzo dobrze potrafi obejść się bez was i bez tych waszych „dobrodziejstw”, jakimi nas obdarzyliście w tej swojej kłamliwej, wyrachowanej i zdradliwej hojności.

W latach mojego dzieciństwa, zazdroszcząc krajom Europy zachodniej ich gospodarczego dobrobytu, przedrzeźnialiśmy środki masowego przekazu, które wyrażały się o nich pogardliwie mówiąc - „zgniły zachód”. Wśród rówieśników, a także w rozmowach ze starszymi kolegami opowieściom o wspaniałych produktach z zachodu nie było końca. (To wtedy tak myśleliśmy, że wspaniałe). I zawsze na koniec wychwalania tego, co pochodziło z zachodu mówiliśmy - „ale zgniły zachód” żałując, że w Polsce tego nie było.

Teraz jednak coraz częściej dochodzimy do wniosku, że to jednak jest zgniły zachód i to dosłownie zgniły. I wyraźnie widać, jak ta zgnilizna rozlazła się po całym kraju i to nie tylko po naszym. Tak zwana moda z zachodu jest bezmyślnie przyjmowana przez społeczeństwa wielu państw, Wystarczy, że środki masowego przekazu okrzykną, że coś jest modne i od razu całe rzesze ludzi wyznaje daną modę, choćby była najgłupszą i najbardziej niedorzeczną. Podobnie ta ich poprawność polityczna, zakazująca mieć odmienne zdanie i całkowita demoralizacja przejawiająca się koniecznością przyznania pełnych praw mniejszościom społecznym, głownie tym o odmiennych (zwyrodniałych) zachowaniach.

No i oczywiście ich „moda” trafiła też do Polski, a zgniły zachód przy okazji zalał nasz rynek (i nie tylko nasz) chociażby rzeką wszelkich plastikowych opakowań, głównie żywności i napojów, które teraz milionami ton spływają do oceanów, trując ile wlezie. Moda z zachodu, to także kartonowe opakowania żywności płynnej i nie tylko płynnej. Tylko że w tej żywności to najwięcej jest aluminium. Ich producenci tłumaczą się, że aluminium chroni żywność przed światłem, więc zachowuje ich wartości odżywcze, witaminy. Tylko że już nie tłumaczą, dlaczego ta folia aluminiowa musi być akurat od wewnątrz opakowania i koniecznie musi mieć styczność z żywnością.

Czyżby żaden technolog im nie powiedział, że aluminium bardzo łatwo przedostaje się do żywności, zwłaszcza gdy ta jest gorąca? Przecież żywność zawsze ma wysoką temperaturę w chwili pakowana do takich pudełek, ponieważ wcześniej poddawana jest obróbce cieplnej, czyli pasteryzowana w wymiennikach ciepła, w których osiąga temperaturę prawie stu stopni Celsjusza. I tak dzieje się z mlekiem, sokami, sosami i tym wszystkim, co tam się tylko leje w to aluminium.

A nie inaczej ma się sprawa z samymi aluminiowymi puszkami oraz oczywiście z opakowaniami z plastiku. W tym drugim przypadku wydziela się tyle benzenu, że ho, ho. Benzen to takie chemiczne świństwo, co przyczynia się do powstawania nowotworu. A jak za komuny, a raczej w latach mojego dzieciństwa mieliśmy szklane butelki, to wzdychaliśmy za zachodem i ich tak „nowoczesnymi” butelkami z plastiku, opakowanym w pudełka mlekiem, śmietaną i w ogóle za coca-colą, i tyloma innymi „dobrodziejstwami”.

No i żeśmy się doczekali - nawet w nadmiarze, ponieważ to tyko jedna z wielu kwestii, jakie pojawiły się dzięki zachodowi. Nastąpiło rozpasanie moralne, a właściwie wystąpił jego brak. Frywolne kolorowe czasopisma były dostępne w każdym kiosku. Szalejąca prywatyzacja wyprzedawała polski majątek narodowy. Rosło bezrobocie i przestępczość. Do partii politycznych, rządu w Polsce przeniknęło wielu funkcjonariuszy obcych wywiadów, umieszczających swoich sługusów na najwyższych stanowiskach państwowych. Masoneria rosła w siłę a ludziom żyło się coraz gorzej. Nieliczni tylko dorabiali się (kradli) na dużą skalę. Żądza pieniądza stawała się coraz silniejszą i coraz bardziej doskwierał brak mamony. Ludzie stali się sobie wrodzy i upadł duch w narodzie.

Pozostały tylko świece dymne dla upamiętnienia Bohaterów. Wystarczy, że wylegniemy na ulice ze sztandarami, przebiegniemy się kilka kilometrów, pośpiewamy powstańcze piosenki, weźmiemy udział w kilku spędach, prezydent przypnie kilka blaszek, zawyjemy syrenami o godzinie siedemnastej i koniec pieśni. Może jeszcze zaczniemy pić herbatkę równiutko o piątej po południu, bo bardziej urabiają nas na obcą modłę, byśmy Polakami już całkiem być przestali. W sumie to i językiem polskim, to już prawie nie władamy a raczej bełkoczemy coś na modłę angolo-amerykańską. Oddaliśmy cześć poległym i spełniliśmy swój „wielki patriotyczny obowiązek”. Teraz możemy już wracać do swojego codziennego i uśpionego życia, gapiąc się bezmyślnie w telewizor i słuchając bzdur polityków.

A tak, i jeszcze opychając się aluminium, benzenem i polipropylenem. Do tego faszerując się najróżniejszymi „lekarstwami” i to garściami łykając kolorowe tabletki. Jednocześnie wypalamy sobie mózg tabletami i telefonami. Nie zapominamy też o zabójczych kosmetykach, szczególnie latem, bo tym bardziej trzeba ładnie wyglądać. A swoje pociechy mamy mordują filtrami słonecznymi, smarując je w swej nieświadomości olejkami rakotwórczymi. Nie dość, że takie smarowidła same w sobie zawierają chemiczne związku wywołujące nowotwór, to w dodatku te filtry w ogóle nie spełniają swojej roli. Przepuszczają szkodliwe promienie Słońca UV. A w związku z tym powinszowania - brawo, czysty zysk - dwa w jednym - filtry przeciwsłoneczne same szkodzą i przepuszczają to, przed czym powinny chronić!

Tylko żeby zrozumieć jak na każdym kroku nas okłamują, i aby zrozumieć wiele innych rzeczy, to trzeba mieć trochę rozumu w głowie i trzeba trochę myśleć, nieco poczytać i zastanowić nad sobą i nad tym światem. Trzeba też umieć patrzeć ze zrozumieniem na historię własnego narodu, tak jak trzeba czytać ze zrozumieniem z jej chlubnych kart, a także i z tych niezbyt szczytnych, nie przynoszących zbytniej chwały. To właśnie głównie z nich płynie dla nas ta bardzo boląca lekcja na czas obecny. To na tych porażkach uczmy się ich unikać. To z wielu niepowodzeń wyciągajmy wszelkie dobre wnioski, bo nic innego już nam nie pozostało.

Straciliśmy naszych Wielkich Bohaterów, straciliśmy najpiękniejszy kwiat córek i synów Polskiego Narodu, więc oni niczego już nas nie nauczą. Nie ma ich wśród nas i nic nam nie przekażą. Uczmy się więc sami na tyle, na ile możemy, bo oni nam w tym już nie pomogą. Odeszli na zawsze i na zawsze zamilkli. A co by nam teraz powiedzieli, gdyby tylko mogli? Może by stwierdzili jedynie:

Wcale nie chodzi o to, żeby walczyć zbrojnie, lecz o to, żeby odnosić zwycięstwo w wewnętrznej walce dobra nad złem.