piątek, 29 września 2017

Wpis 53. Odszkodowanie za zniszczenia wojenne. Rosja ruszy na Polskę?


Podstawowe pytanie. Czy są takie pieniądze na świecie, co mogłyby przywrócić życie, oddać nam poległych w nierównej walce i wszystkich poległych na wojnie? A idąc dalej powstają następne wątpliwości i możemy się zastanawiać, co z odszkodowaniami za pierwszą wojnę światową? Mało tego, co ze szkodami, krzywdami i ofiarami rozbiorów? Tamci rodacy też cierpieli, byli męczeni, byli zesłani, a większość z nich wymordowano. Czy oni są gorsi od swych następców? Czy w ich czasach nie było żadnych zniszczeń i strat materialnych? Dlaczego mówi się o stratach poniesionych w czasie tylko ostatniej wojny? I muszą to być akurat pieniądze, które mają naprawić wszystkie wojenne krzywdy i pozwolą zapomnieć o wielkiej tragedii kaźni, mordu i zbrodni? Czemu służy wygrzebanie takiej sprawy właśnie teraz? I ostatnie pytanie. Czy jest to celowe działanie, mające odwrócić uwagę ludzi od czegoś znacznie, ale to naprawdę znacznie ważniejszego niż pieniądze? Naszym zdaniem tak właśnie jest, a tą najważniejszą i najcenniejszą wartością zawsze jest Życie. Ktoś najwidoczniej ma je za nic i na pierwszym miejscu - bez przerwy i jak uparty osioł - stawia bezwartościowe pieniądze. Właśnie tak - bezwartościowe, ponieważ w porównaniu z życiem to one nic, zupełnie nic nie znaczą. Tym bardziej, że dla tych możnych tego świata, którzy mają ich w bród, tak im one spowszedniały, że już naprawdę uwierzyli, że są panami życia i śmierci. (Bardziej śmierci, ale niech im tam będzie, że i życia. I tak są w wielkim błędzie i głębokim bagnie).
 .

To, że ktoś ma krocie i wielkie bogactwa, to jeszcze nic nie znaczy. Jest przecież wiele przypadków, kiedy jacyś nowobogaccy szastają pieniędzmi na lewo i prawo. A najczęściej to się dla nich źle kończy, ale mniejsza o to. Tacy ludzie zwyczajnie nie mają szacunku dla pieniędzy ani pokory w posługiwaniu się nimi. Wydaje im się, że pieniądze będą mieć zawsze i mogą za nie kupić wszystko. (W sumie można powiedzieć, że tak jest, bo niestety ten świat zdaje się to coraz wyraźniej potwierdzać, trudno. Na szczęście nie wszyscy jeszcze się sprzedali).

Tylko że wcale nie o pieniądz tutaj chodzi. Dla możnych tego świata nasze serca i nasze życie jest o wiele, o stokroć ważniejsze od pieniędzy. Za to co dla nich jest bez większego znaczenia, bo pieniędzy im nie brakuje, kupują nas i zniewalają do robienia takich rzeczy, jakimi nigdy byśmy się nie zajmowały ani zajmowali, gdybyśmy tylko byli niezależne i niezależni materialnie. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Właśnie tej niezależności możnusie nas skutecznie jeszcze pozbawiają. Jak?

Jest taki prosty mechanizm. Możni tego świata (truposze) w sztuczny sposób doprowadzają do braku czegoś, czego jest pod dostatkiem. A w tym przypadku tym czymś jest właśnie pieniądz. Wszystkie inne niedostatki są pochodnymi niedoboru tego głównego czynnika, czyli brak pracy, brak dostępu do porządnej opieki lekarskiej, bieda, głód i ogólne zacofanie. A jak „dobroczyńcy” ludziskom (nie wszystkim, tylko „wybranym”) rzucą jakieś ochłapy w postaci nieco lepszego zarobku, wybicia się nieco ponad ten nasz ogólny „motłoch”, to mamy przypadki zaprzedania duszy diabłu (którego w ogóle nie ma), a właściwie zaprzedania się możnym tego świata. Wtedy takie sprzedajne osobniki płaszczą się przed nimi i są na ich każde skinienie palca. A nam się wydaje, że takie „gwiazdy”, ekranu, mody, polityki, piosenki, sportu i w ogóle życia publicznego, to dopiero są szczęśliwe, bo mają tyle pieniędzy, bo wszystkim są tak dobrze znane i przez wszystkich lubiane, podziwiane.

Niestety, to wszystko to tylko pozory. Najczęściej to są najbardziej zniewolone osoby na całej Ziemi. To są ci, co dla własnej korzyści, własnej wygody i dla zwodzenia innych postanowili wyrzec się samych siebie. Stali się największymi niewolnicami i niewolnikami bożka pieniądza. Tacy to naprawdę Pana Boga w sercu nie mają. A możni tego świata są górą, bo znów jest tak jak oni chcą. A jak ktoś nie chce ich słuchać, to zawsze mają tę samą śpiewkę - jak nie ty, to ktoś inny znajdzie się na twoje miejsce i zrobi wszystko, co tylko rozkażemy. Dlatego płaszczących się przed nimi nigdy nie brakuje.

A teraz zwróćmy proszę uwagę na siebie. Kiedy pojawiła się wiadomość o możliwości domagania się wyrównania dużymi pieniędzmi krzywd i zniszczeń, powstałych w wyniku ostatniej wojny, to kto w naszych pięknych czasach by tego nie chciał? Kto by się tego wyrzekł? Przecież byśmy je dostali za darmo. Nie trzeba byłoby nic robić żeby je mieć. Właśnie - mieć pieniądze, zdobyć je za wszelka cenę, choćby i za cenę samego człowieczeństwa. W tym świecie już powalająca większość ludzi leci tylko na kasę i tylko o nią się zabija, tratując wszystkich i wszystko, co tylko spotyka na swej drodze dla osiągnięcia tego niskiego celu.

W związku z tym nietrudno się domyślić, o co możnym tego świata tak naprawdę chodzi. Jak rozpętają burzę wokół odszkodowań wojennych, to ludzie zaczną skakać sobie do oczu. Jest to jeden ze sposobów przeciwstawienia sobie choćby i całych narodów. Tutaj na przykład Polaków przeciw Niemcom, Niemców przeciw Polakom. A gdyby tego było mało, to potem w kolejce są jeszcze Rosjanie. A tam, gdzie dwóch lub nawet trzech się bije, tam Żyd najwięcej na tym korzysta. (Może niekoniecznie zaraz naród żydowski, bo i oni nie zawsze są zadowoleni z ich własnego [nie]rządu, więc zamiast tego napiszmy, że najwięcej na tym korzystają iluminaci, masoni, syjoniści - jednym słowem „umarliści”).

Tylko czy rzeczywiście jest nam potrzebne to całe odszkodowanie? W sumie można powiedzieć że tak, bo pieniędzy nigdy za wiele. Wszelakich potrzeb wciąż nie brakuje. Jednak na dobra sprawę, to co one nam teraz dadzą? A przede wszystkim, to czy będą w stanie przywrócić nam naszych ukochanych krewnych, poległych, zamęczonych na śmierć? Cały czas tylko pieniądze są najważniejsze?

Najważniejsze to nie są. Są ważne, jeszcze są ważne w tym chorym świecie w jakim żyjemy. I to one w dużej mierze przysłużyły się do odbudowy Polski z tych ogromnych i strasznych zniszczeń wojennych, jakie miały na zawsze wymazać Polskę z mapy świata. To właśnie te zniszczenia miały zadać śmiertelny cios w serce Polskiego Narodu, a zwłaszcza naszego Słowiańskiego, Boskiego Rodu.

Tutaj pozwolimy sobie na jedna uwagę. W ogóle nie liczy się rząd, jaki władał w czasach odbudowy pokonanej, rozszarpanej i zdruzgotanej Polski. Nasz kraj był wtedy bardziej niż na kolanach i wszystko wskazywało na jego ostateczną klęskę. Jednak życie w nim się odrodziło i wzięło górę nad śmiercią… Słuchajcie, takiego wysiłku, jakiego się Polacy podjęli podnosząc Ojczyznę z piekła, to żaden inny naród nigdy nie dokonał. Tamtym, naszym wrogom, banki pompowały pieniądze, a my musieliśmy sami sobie radzić.

A ta cała komunistyczna władza na niewiele się zdała. Poza swoimi pustymi odezwami i nic nie znaczącymi obietnicami, kłamliwym zwodzeniem ludzi, prześladowaniem i mordowaniem nic nie zdziałała. To ciężka i wytrwała praca wszystkich ludzi przyczyniła się do podniesienia z gruzów wszystkiego. A co najważniejsze, bo bez tego nic byśmy nie osiągnęli, to wielka wiara w naszym narodzie, że w ogóle jest to możliwe, umożliwiła powrót do życia. Bez tej wiary zwykłych ludzi - każdej mieszkanki, każdego mieszkańca tej ziemi, nie byłoby to możliwe. Wszyscy oni sercem pełnym wiary walczyli o swój byt, walczyli o swoje dalsze życie. A gdzie jest wiara i wspólna modlitwa, gdzie dwóch albo trzech zgodnie o coś prosi Ojca Niebieskiego, to On to sprawi.

Dlatego wiarą zbudowani, dlatego duchem niezłomni wciąż jesteśmy pomimo wszystkich przeciwności losu, a przede wszystkim pomimo tych wszystkich kłód rzucanych nam pod nogi przez możnych tego świata. A najważniejsze jest to, że Polska nie zginęła - nie póki my żyjemy - lecz póki Istoty Duchowe nam pomagają, bo bez pomocy Pana Boga nie jesteśmy w stanie wykonać najprostszej czynności i nie jesteśmy w stanie przejść ani jednego kroku. „Bez Boga ani do proga”.

W związku z tym niezmiennie ośmielamy się twierdzić, że to właśnie wiara, wiara i jeszcze raz wiara jest tym mocnym gruntem, słuszną podwaliną dla życia każdego człowieka. Taką wartością, z jakiej wynikają wszystkie inne. Jednakże tu nie chodzi o taką wiarę spłyconą, błędną, jakiej nas uczą w Kościele. To jest ogromne nieporozumienie i chyba celowo ktoś się tego dopuszcza. Nie jest wiarą, gdy ktoś wierzy w istnienie Pana Boga. Jego istnienie nie podlega najmniejszej wątpliwości.

Prawdziwą wiarą jest słuchanie słów Ojca Niebieskiego, podążanie za nimi, czyli wypełnianie tego, co Najwyższa Mądrość nam przekazuje. Prawdziwa wiara to życie zgodne z wolą Ojca Niebieskiego, to posłuszeństwo właśnie Jemu, wyrażone przestrzeganiem Jego Świętych Praw! Wiara w każde słowo Stwórcy to nie jakieś zastanawianie się, co mi się bardziej opłaca, to nie jakieś wyrachowane postępowanie albo obawa, co też sobie inni o mnie pomyślą. Wierzyć to działać. Wierzyć to żyć dla innych. Wierzyć oznacza widzieć w innych przejaw Boskości, umieć dostrzegać serce drugiego człowieka, w którym tak samo jak i w moim przebywa Cząsteczka Boskiej Energii.

I chociaż może się ona wydawać bardzo małą, a wręcz prawie niewidoczną, to jest ona największą mocą w całym Wszechświecie, ponieważ jest ona cudowną mocą sprawczą wszelkiego dobra, jakie tylko z prawdziwej Miłości swój początek brać może i może czerpać swoje natchnienie do pięknego życia. A pieniądze nie są do tego potrzebna.

Z tego właśnie powodu, między innymi z tego pieniądze nie są najważniejsze do życia. No ale gdyby ktoś się jednak uparł, że odszkodowanie wojenne to jednak ogrom pieniędzy, jakie tak bardzo by się teraz przydały, to poniżej przedstawiamy pewne wyliczenie. Na jego podstawie chcemy pokazać, że takie pieniądze już mamy, a właściwie te krocie pieniędzy są w zasięgi ręki niemal codziennie.

Mamy tu na myśli podatki i składki ubezpieczeniowe, to znaczy stały haracz, jaki musimy płacić wszystkim (nie)rządom świata. Pozostańmy jednak tylko przy własnym łupieżcy. Zobaczmy to na przykładzie własnego podwórka.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że dochód netto gospodarstw domowych w roku 2016-tym to 1475 złotych. A dochód netto, jaki mają one dla siebie, to suma wszystkich dochodów gospodarstwa domowego, po odjęciu podatków i składek. Właśnie, po kradzieży naszych pieniędzy.

I tak. Zastanówmy się, ile kasy władza zgarnia na tym procederze. Załóżmy, że w Polsce mamy 20 milionów ludzi czynnych zawodowo. Każda z tych osób do skarbu państwa odprowadza miesięcznie - lekko licząc - 1500 zł. (ZUS + podatki). Daje to 30 miliardów złotych miesięcznie. A rocznie, jak łatwo policzyć jest to 360 miliardów złociszy.

Następny przykład. Dochód państwa płynący z samego opodatkowania żywności. Wiadomo - nie ma tak łatwo. Nie dość, że za żywność trzeba płacić (a jak nie masz za co kupić jedzenia to zdychaj), to w dodatku trzeba jeszcze płacić od tego podatek. A ten produkty spożywcze obarcza stawką 5-ciu lub 8-miu procent. Przyjmijmy więc średnią 6,5 procenta. A przeciętne miesięczne wydatki w gospodarstwach domowych na osobę, zgodnie z tym co podaje GUS, w 2016-tym roku osiągnęły wartość 1132 złotych.

Obecnie mieszkańców w Polsce mamy 38 milionów. 38 000 000 x 1132 = 43 016 000 000 zł. x 6,5% = 2 796 040 000 zł. W przybliżeniu 2,8 miliarda złotych. To na miesiąc. A rocznie jest już 33,5 miliarda złotówek - samego podatku od papu.

Teraz spróbujmy obliczyć, ile dobrowolnie oddajemy klerowi, oczywiście oprócz tego, ile nakradnie sam Watykan. (Czy to w sutannach czy w garniturach, to i tak ta sama mafia). Weźmy połowę naszej ludności jako praktykującą w kościelnych zabobonach. Niech każda z nich co niedzielę rzuci na tacę te skromne 10 „zeta”. Czyli w skali miesiąca jest to: 19 000 000 x 40 = 760 000 000 złotych.

No ale Kościół nie może na tym poprzestać i oczywiście nie poprzestaje. Jakby ciągle mu było mało, to musi ściągać z wiernych jeszcze więcej pieniędzy, sprzedając chrzty, komunie, śluby, pogrzeby. Do tego mamy handel mszami i spotykamy się z ciągłym żebraniem a to na kościół, a to na misje i wiele innych rzeczy. Niech miesięcznie będzie tego 100 złotych na owieczkę. 19 000 000 x 100 = 1,9 miliarda złotych.

1,9 mld. + 76 mln. = 2,66 miliarda złotych miesięcznie. Rocznie jest już 31 920 000 000 złotych. (31,92 miliarda złotych.)

Obliczmy teraz przychód władzy z racji podatku od zakupu samych nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych. (Dane PZPM z ubiegłego roku).

Sprzedanych było 475 935 sztuk takich pojazdów. Średnia cena za każdy z nich, to ostrożnie przyjmijmy 100 tysięcy zł. Stawka VAT 23%. Mamy więc następną rachubę. 475 935 x 100 000 = 47 593 500 000 x 23% = 10,94 mld. zł. To podatek od całorocznej sprzedaży.

No a teraz czas na podsumowanie tych czterech wielkości, to znaczy:

ZUS z podatkami:                                              360,00 miliardów złotych.
Podatek od zakupionej żywności:                    33,50 miliarda złotych.
Zrzuta na Kościół:                                               31,92 miliarda złotych.
Podatek od nowych „czterech kółek”:            10,94 miliarda złotych.

Razem rocznie:      436,36 miliarda złotych.

Przeliczając zaś na dolary po kursie 3,6 zł., otrzymujemy 121 miliarda 211 milionów „zielonych”. Oczywiście tak samo w skali roku.

To teraz jakieś 20 miliardów złotych, o których mówi minister MM, to nic w porównaniu z powyższymi kwotami. A przecież to wciąż tylko bardzo skromny wycinek całego przychodu władzy w naszym kraju. Trzeba nam pamiętać o zyskach i to nie bagatelnych, płynących szerokim strumieniem z innych dziedzin, takich jak chociażby produkcja, handel i usługi. Tak samo jego lwia część zawarta jest w cenie za litr paliwa, plus akcyza. A gdzie jeszcze dochody z cła? A gdzie podatek od wielu wyrobów przemysłowych i dóbr luksusowych? Nie zapominajmy też o samym zysku państwa, wypracowanym przez spółki, których samo jest większościowym udziałowcem. No a na koniec najważniejsze, bo krociowe zyski największych bandytów, to znaczy banków. Ile one naściągają pieniędzy, to już trudno nam określić.

W każdym razie można się jedynie domyślać, ile tego wszystkiego może być razem. Nie wiem, dziesięć razy więcej? Niech będzie, że tylko dziesięć, bo się pogubię z tym liczeniem, czyli 436,36 x 10 = 4 biliony 363 miliardy 600 milionów złotych na rok. „Skromne” 4 biliony złotych rocznie za nic. To znaczy dla nich za nic, a dla nas to najczęściej harówa od świtu do nocy za żywnościowe racje głodowe. Przeliczając to na dolary mamy ich ponad bilion. Dokładnie to 1 bilion 212 miliardów dolarów. To tyle tego jest po zaledwie jednym przeciętnym gospodarczym roku.

Nieźle, prawda? Dlatego takie gadanie o odszkodowaniach wojennych, jakie nagle się pojawiło, w porównani z powyższymi wielkościami może się wydać nawet śmieszne. Dziesięć lat i mamy prawie 44 biliony złotych. To znaczy oni mają, bo nam pozostaje tylko pytanie, co do licha ciężkiego z nimi się stało? I co się w ogóle z tymi pieniędzmi dzieje? Tyle przychodów a nic w zamian.

Tylko dla samego mydlenia oczu ludziom i dla oszukańczych pozorów mówi się o milionowych nakładach na rozbudowę, budowę czy naprawy. A tak naprawdę to jest nic, ponieważ krocie są wyprowadzane nie tylko z Polski, lecz z większości krajów na całym świecie. Nasz przypadek niestety nie jest odosobniony, ale to już zupełnie inne dzieje.

Jeśli już, to niech Niemcy czy Rosjanie lepiej przekażą te pieniądze bardziej potrzebującym. Są państwa znajdujące się w skrajnej biedzie. Im bardziej potrzebna jest pomoc. Zbyt wielu ludzi żyje w najgorszej nędzy, jaka ludzkiej godności w ogóle się nie godzi.

Aha, przypomniała mi się też wielka „szczodrość” Blondyna Trumpa. (W języku hiszpańskim „trampa” to pułapka, zasadzka). Mianowicie, ze swojego majątku, szacowanego na około 4 miliardy dolarów, przekazał on 1 milion na pomoc poszkodowanym po przejściu żywiołu „Irma”. To znaczy, że przekazał jedną część z czterech tysięcy. To dużo czy mało? To tyle, ile ktoś mający na przykład cztery tysiące złotych oddaje komuś jedną złotówkę, chcąc mu pomóc.

Oczywiście dobre i to, lecz dla ludzi, jakich spotkało to tak ogromne życiowe nieszczęście, to kropla w naprawdę dużym morzu potrzeb. Tak, zgadza się, milion dolarów to zupełnie inny rząd wielkości, ale procentowo to jednak ciągle niewiele. A na czym polega prawdziwa pomoc, to najlepiej wykłada to Duch Święty - daj połowę z tego co masz i odmów sobie przyjemności na rzecz pomocy potrzebującym. Ogranicz wydatki na siebie, odmów sobie trochę z tego, co na co dzień spożywasz, ponieważ takie pomaganie z tego co zbywa, to nie jest żadna pomoc. Tego nawet nie odczujesz i nic cię to nie kosztuje. Nie jest to dla ciebie żadnym wysiłkiem, żadnym wyrzeczeniem. Nie ma w tym żadnej wartości. Taka „pomoc” nie jest pomocą prawdziwą.

I na koniec ostatnia sprawa tego wpisu na naszej cyfrazie. Czy Rosja na nas napadnie? Tego nie wiemy, ale tak naprawdę to wcale nie musi. Przecież inne wrogie wojska już od dawna u nas się panoszą, więc co to za różnica, którego akurat wroga u siebie gościmy. Co to za różnica, który z nich da nam taki wycisk i sprawi nam takie lanie, jakiego jeszcze nie mieliśmy. Wróg to wróg, wojna to wojna. Nie ma różnicy kto i jak. Po stronie zła są źli. Różnica jest tylko jedna. Różnica to Życie a nie śmierć, to pokój a nie wojna, to szczęście zamiast jego pustego pozoru i wreszcie to Miłość a nie jej udawanie.

Dlatego Prawda musi wyjść na jaw i wyjdzie na jaw, obnażając całą tę naszą śmieszną ułudę i namiastkę życia. Śmieszną dlatego, że tak łatwo daliśmy się jej zwieść. Tacy jesteśmy mądrzy, lecz akurat to co najważniejsze w jakiś dziwny sposób umknęło naszej uwadze. Właśnie, uwadze, którą tak skutecznie ciągle odwracają i nam zajmują. No, ale skoro im na to pozwalamy, to czemu tu się w ogóle dziwić.

P.S.

Wiadomość z ostatniej chwili. (Dopisane 2-go października 2017-go roku.)

Kilka dni temu przeczytałem taką oto ciekawostkę, co nie tylko mnie rozbawiła lecz od razu nasunęła pewne skojarzenia. Mianowicie, środki powszechnego otumaniania donoszą o odnalezionym dokumencie ONZ, traktującym o nie zrzeczeniu się przez Polskę prawa do odszkodowań, wynikających ze strat i zniszczeń wojennych.


Pod niniejszym odnośnikiem możemy w nagłówku przeczytać:

„Odnaleziony w Bibliotece Organizacji Narodów Zjednoczonych dokument z 1969-go roku przeczy, by Polska zrzekła się odszkodowań wojennych. Tak twierdzą Józef Menes, były doradca Lecha Kaczyńskiego z czasów jego prezydentury w stolicy oraz poseł Arkadiusz Mularczyk, którzy dotarli do dokumentu. Starania o uzyskanie wglądu do niego były podejmowane już kilkanaście lat temu”.

Podróż w czasie jednak istnieje. Oto w dniu teraźniejszym przenieśliśmy się nagle w przeszłość. I to tak łatwo… Wystarczy tylko napisać jakąś fałszywkę i ją podrzucić, a następnie „bardzo ważny dokument” pojawia się nie wiadomo skąd i w chwili jak najbardziej do tego odpowiedniej. Wszystko tutaj do siebie pasuje bardzo dobrze, nawet aż za dobrze. Zupełnie jak w filmie z 1997-go roku, zatytułowanym „Wag the dog”. Polskie niezbyt trafne tłumaczenie to: „Fakty i akty”. (Bardziej właściwe byłoby może „Zasłona dymna” albo „Mydlenie oczu”. Mniejsza o to.)

Jeśli tego obrazu ktoś jeszcze nie obejrzał, to gorąco polecamy się z nim zapoznać. W skrócie mówiąc, przedstawia takie machloje i to dotyczące najwyższego szczebla władzy w SZA(tanach) (USA), że aż nie chce się wierzyć, że otumanione ludziska kupują to w ciemno, jakby przedstawiano im najświętszą prawdę. I chociaż mogłoby się wydawać, że w tym filmie jest dużo przesady, to naszym zdaniem i tak nie mówi on wszystkiego ani nie ukazuje wszystkich brudów, w jakich się na co dzień tarzają możni tego świata, czego skromnym uzupełnieniem może być film „Wyrok za prawdę” (2014). Ale to i tak tylko bardzo skromny wycinek z całego kalejdoskopu niskich, podłych możliwości naszych ciemiężycieli, co w bezczelnym oszukiwaniu i manipulowaniu nami już dawno przeszli samych siebie. Chyba nawet sami są przerażeni wszystkim tym, do czego są zdolni, a właściwie byliby, gdyby tylko choć odrobinę mieli człowieczeństwa. A tak, cóż, spotka ich taki los, jaki prawdziwemu człowiekowi będzie po prostu zaoszczędzony.