sobota, 21 października 2017

Wpis 57. Czy my to jeszcze mówimy po polsku?


Ciągle nie mogę się pogodzić z powszechnym i tak nagminnym kaleczeniem naszego polskiego języka, ani z jego tak bezmyślnym zaśmiecaniem jakimiś dziwnymi „anglikanizmami”, tudzież spolszczonymi dziwadłami. Jest to głupotą, brakiem podstawowej przyzwoitości, a także zwykłym lenistwem w okazaniu choćby odrobiny poszanowania pięknemu językowi ojczystemu. W istocie, uważamy to za przejaw głupoty i lenistwa, lecz wcale nie chcę przez to powiedzieć, że ze mnie to od razu taki wielki językoznawca, co w mowie i piśmie owym orężem tak bezbłędnie a biegle włada. Wcale nie, chociaż bardzo bym tego chciał. Niemniej jednak staram się nie popełniać podstawowych błędów (często składnia i przecinki sprawiają mi sporo kłopotu), a zwłaszcza unikać niepotrzebnych, bo obco brzmiących a tym bardziej żywcem przeniesionych z innej mowy wielu koślawych wyrażeń, nijak nie pasujących do naszego języka. I nie chodzi tu jedynie o ułatwianie sobie życia, o pójście na skróty - przede wszystkim te myślowe. (Chociaż to też). Taka wszechobecna bylejakość bardzo dobrze współpracuje, współgra z tym codziennym programowaniem nas na bezmózgowców, w czym oczywiście główne pomyje powszechnego wprowadzania w błąd ma swój zasadniczy cel, cel jeden z wielu. I oczywiście tym łatwiej wszystkie je osiągnąć, kiedy ludzki umysł jest wypłukany do cna ze zdrowego rozsądku, a następnie zasypany trocinami po same brzegi. Nawet do tego stopnia, że mamy tylko sieczkę w głowie. A wtedy to już nie ma mowy o jakimkolwiek zrozumieniu nawet podstawowych spraw. Tym bardziej możemy też zapomnieć o potrzebie doskonalenia się, gdyż na to nie pozwala nam już nasz umysł, a zwłaszcza mózg, którego szare komórki stały się już tak nieurodzajne jak najgorszy ugór, w ogóle nie nadający się do najmarniejszej uprawy. Ktoś się źle bawi w przerabianie nas na prostackie roboty, wprawiane w ruch jedynie takimi samymi prostackimi rozkazami.
 .

Chociaż z drugiej strony można by łatwo zaprzeczyć temu wszystkiemu, co powyżej zostało napisane. Przecież trzeba nadążać za tym światem. On nie stoi w miejscu. Tyle nowych zmian, nowych rzeczy, więc siłą rzeczy jesteśmy skazani na posługiwanie się obcymi słowami, stwierdzeniami, wyrażeniami. A poza tym to o co tyle krzyku, jak i tak czeka nas jeden wspólny język, język telepatii. Na Ziemi kiedyś już tak nawet było. Wszyscy mówiliśmy tym samym językiem. A skoro tak, to tym bardziej teraz nas to czeka, więc po co w ogóle martwić się o jakąś tam poprawność jednego z nich, co i tak odejdzie w zapomnienie, zresztą tak jak i wszystkie inne.

Tak, zgadza się, lecz zanim to nastąpi może warto zdać sobie sprawę z czegoś niezmiernie ważnego. „Myślę, więc jestem”. Myślę, więc dbam o własną Tożsamość. Myślę, więc zależy mi na korzeniach mających swój początek w bardzo chlubnych czasach moich Wielkich Przodków. Nie jestem byle kim, jakimś przybłędą, co wymordowała rodowitych mieszkańców innych lądów. Myślę, więc dbam o pamięć moich Ojców, Mędrców, pielęgnuję ją w sobie, ponieważ Słowiańskim Dzieckiem Bogów jestem! Nawet mniejsza o to, że przyszedłem na ten świat jako Polak. Nie ma to najmniejszego znaczenia, ponieważ TERAZ jestem mieszkańcem TEJ ZIEMI, CAŁEJ ZIEMI. Nie ma więc sztucznych podziałów ani żadnych ograniczeń granicami czy państwowością. Liczy się tylko jedno - jestem Czystą Cząstką Energii Najwyższej, jaka się wcieliła w tym Czasie i w tej Rzeczywistości. Tak więc to obecne ponowne wcielenie jest moim teraźniejszym życiem.

Jednak wcale to nie oznacza odsunięcia w zapomnienie narodowej tożsamości, tradycji, wierzeń i zwyczajów dalekich Przodków. Sam Duch Święty mówi o tym, jako o czymś potrzebnym i słusznym, podkreślając potrzebę ich zachowania oraz pielęgnacji. I oczywiście, że nie ma w tym nic złego. A jeden jedyny warunek jest taki, żeby dbając o własną tożsamość nikomu niczego nie narzucać, ani nie zaczynać żadnych wojen z jakiegokolwiek innego powodu! Różnijmy się od siebie, ale poznawajmy się. Bądźmy inni, ale żyjmy w pokoju. Miejmy inne zwyczaje, lecz uczmy się ich od siebie jak również uczmy się siebie. Poznawajmy się. Co w tym złego, że nie wszyscy jesteśmy jednakowi. To przecież nie przeszkadza w tym, żeby żyć w zgodzie i być dla siebie naprawdę dobrymi sąsiadami! A jest to takie proste! Naprawdę wystarczy tylko chcieć!

Żeby jednak o tym się przekonać, to trzeba zdać sobie sprawę z kilku podstawowych rzeczy. A żeby wiedzieć o jakie podstawowe rzeczy tutaj chodzi, to należy zadbać między innymi o własny umysł, którego właściwe działanie to także i poprawne wysławianie się. To innymi słowy uporządkowane i poprawne myśli.

Często jednak słyszymy, że żyjąc w stałym pośpiechu nie mamy czasu na kwieciste i poprawne wysławianie się, na powolne mówienie całymi zdaniami. („Trzeba wolno mówić a szybko myśleć”). Skracamy więc słowa tak jak skracamy i same myśli. Już język nie wymawia tego, co pomyśli głowa, bo głowa ma prostacko spłycone myśli, jeśli w ogóle coś sobie pomyśli. A najczęściej tylko powiela co podchwyci z wytworu innych chorych umysłów. No i właśnie między innymi dlatego mamy środki masowego przekazu, jak również wszelakie „modne” (ogłupiające) słówka, wyrażenia, przekręcone nazwy. (Obecnie każdemu wydarzeniu kulturalnemu nadaje się jakieś pokręcone obcojęzyczne nazwy, jakie trudno mi wymówić, a co dopiero zapamiętać…) 

Używanie ich, posługiwanie się tym niewyszukanym słownictwem powoduje prawdziwą pustkę w głowie. Kiedy szukamy jakiegoś dodatkowego, innego słowa, jakim chciałybyśmy i chcielibyśmy się posłużyć, to nic nie przychodzi nam do głowy. Popadamy więc w swego rodzaju powtarzalność i ulegamy przesadnym uproszczeniom już w sposób samoczynny. Stale się ograniczamy i niepostrzeżenie zmniejsza się nam zasób słów. W dodatku przyczyniamy się do uśmiercania własnego języka usuwając z niego takie wyrazy, jakie jeszcze nie tak dawno wydawały się być niczym nie zagrożone w swym codziennym bytowaniu, by stać się teraz wręcz zapomnianymi lub, a właściwe celowo pomijanymi. Jakieś przykłady? Niestety, jest ich aż nadto.

Posłużmy się tylko kilkoma, bo bardzo dużo można by ich przytoczyć. Pierwszy z brzegu - „atrakcje”. Kiedyś mówiliśmy ciekawostki, gry, zabawy, niespodzianki, rozrywka. Następne nadużywane słowo to „aspekt”. Słownik wyrazów bliskoznacznych (synonimów) podaje 84 inne słowa, jakimi z powodzeniem możemy się posłużyć i z których znakomita większość jest o bardziej polskim brzmieniu, pochodzeniu.

„Aktywny” to przecież czynny, uruchomiony. Zawsze był czynny wypoczynek - nie żaden tam „aktywny wypoczynek”. Jak jakieś urządzenie się popsuło, to nie mówiliśmy, że jest nie aktywne, tylko że nie odpowiada, albo że coś jest nieczynne. Jak nam teraz zamkną jakiś sklep, to powiemy, że sklep jest „nieaktywny” zamiast nieczynny?

W sumie to już i tego można się spodziewać, skoro ciągle mówimy armia, emocje, grawitacja,
militarny, a ostatnio o zgrozo usłyszeliśmy coś takiego jak „toksyny” i „procedować”. Tak więc już nie mówimy wojsko, uczucia, wzruszenia, wrażenia, ani nie posługujemy się określeniem ciążenie, siła przyciągania, siła ciężkości. Czasem z prawdziwą przyjemnością oglądam stare filmy jeszcze z polskim ich przekładem. Nawet kiedy w jednym z filmów rozległ się dźwięk „alarmu”, jaki nakazano wyłączyć, to w tłumaczeniu posłużono się wyrażeniem „wyłącz brzęczyk”. Może i brzmi to po staroświecku, a nawet trochę razi, to jednak wolimy taki „brzęczyk” od utartego i nadużywanego słowa „alarm”. A przecież taki „alarm”, „alert” można zastąpić mówiąc chociażby „uwaga”, „baczność”, „larum”, „trwoga”, „gotowość”, „ostrzeżenie”, „stan pogotowia”.

Następnie mamy jeszcze coś takiego jak „weekend”, „centrum”, „zablokowany”. Zamiast „weekendu” był kiedyś koniec tygodnia, zakończenie tygodnia, piątek, sobota i niedziela - to akurat trochę długie określenie, ale przecież może być, tak samo jak powiedzieć ostatnie dni tygodnia. A jak ktoś tak bardzo się upiera mówić „miłego weekendu”, to może niech będzie „miłego tydzienda”… tak jest bardziej po polsku… Żartuję, lepiej bez takich udziwnień. „Życzę Ci dużo odpoczynku i przyjemnego końca tygodnia”. I już.

Centrum zaś można zamienić na środek. „Opady deszczu w centrum kraju” były kiedyś opadami w środkowej części kraju. „Centrum Innowacji” moglibyśmy zastąpić nazwą „Ośrodek nowoczesnych rozwiązań”, gdyż „centrum” czegoś to zwyczajnie jakiś ośrodek. A powszechnie używane słowo „zablokowany”, „blokować”, co już bez mała wszędzie króluje, również jest do zastąpienia. Droga wcale nie musi być od razu zablokowana, lecz zatarasowana, nieprzejezdna. Dostęp zablokowany, to odmowa dostępu lub brak dostępu. W siatkówce zamiast blok możemy powiedzieć obrona, zasłona. Blok out - obrona za (boiskiem). Jak tak wszystko będziemy „blokować”, to musimy uważać, żeby nam się przypadkiem i mózgi nie zablokowały.

To tylko nieliczne przykłady „anglosyfikacji” naszego społeczeństwa. Jakby dobrze poszukać, to można by ich znaleźć setki. I chociaż jakoś daliśmy sobie radę z germanizacją i rusyfikacja, to niestety przegrywamy z kretesem z tym przesadnym upraszczaniem sobie życia, a właściwie z tą powodzią bylejakości. Obce słowa na siłę wpychane do naszego słownictwa w bardzo widoczny sposób zubażają, odpolszczają nasz ojczysty język. A kiedy będziemy już tylko cieniem samych siebie, bo będziemy tylko „lajkować”, „hejtować”, a potem może nawet i „szopingować” albo „za-friend-ować się”. to czy na tym poprzestaniemy, czy też przyjmiemy następne obce chore i wypaczone wzorce zachowań? Już teraz jest ich bez liku. Czy wszystkie z nich są znowu takie  godne naśladowania? A o nadużywaniu wulgaryzmów to już nawet szkoda pisać. Takie powszechne rozpasanie i swawola mówią same za siebie.

A najgorsze z tego wszystkiego jest to, jaką energię przywołujemy i jaką innym przesyłamy używając takich słów, jakie w naszym słownictwie pod żadnym pozorem znaleźć się nie powinny. Jest to niczym nie usprawiedliwioną a dużą niechlujnością, nieprzyzwoitością i słabością z naszej strony. „Z tych samych słów nie powinno wychodzić przekleństwo i błogosławieństwo”. A następne wskazanie jest takie, abyśmy „przez psalmy ze sobą rozmawiali”. Czystość obowiązuje, w każdej chwili obowiązuje, co jest naszym świętym, niezbywalnym obowiązkiem. I jest rzeczą jak najbardziej zrozumiałą, że stałe dbanie o nią to duży wysiłek. Czas przestać się lenić.

Tak, taki wysiłek skierowany na dbałość słownictwa, poprawność mowy winniśmy ponieść chociażby przez wzgląd na tych, co mowy ojczystej tak bardzo bronili, że aż życie swe oddawali za pozostanie wiernymi wyższym wartościom. Powinniśmy się zatem zdobyć na ten niewielki trud, żeby choć trochę zadbać o własny charakter słowiański. A do tego potrzebne jest zrozumienie, jakiego na całe szczęście jest coraz więcej w narodzie. Musimy zatem stale pracować nad sobą, bo jeśli się nie opamiętamy ani nie pójdziemy po rozum do głowy, to już nawet nie będziemy o sobie mówić, że my gęsi a nie własny język mamy, lecz co gorsza, że my to głupie i tępe mięso armatnie, a nie mądrzy i światli Słowianie, co prawdziwie a szczerze Ojcu Niebieskiemu wierzą.

I właśnie o to chodzi, żeby sobie godności, chwały przysporzyć wbrew wielu innym nierozumnym ludziom. Mniejsza o nich, jak nie chcą to nikomu innemu lecz właśnie tylko sobie wielkiego wstydu narobią. Najgorszą jednak ujmą i wadą jest brak starania, brak troski w okazaniu należnej czci naszemu Ojcu Stworzycielowi. To, że swoja głupotą pozbawimy się resztek uznania czy szacunku, to mniejsza o to, jednak swoim lekceważeniem i brakiem odpowiedzialności narażać na zniesławienie własnego Ojca Stworzyciela, to jest już sprawa bardzo poważna. Dlatego pozostaną na tej Ziemi tylko ci, co są godni miana Jego Dzieci. Dlatego to Duch Święty zawsze powtarza - „Liczy się jakość a nie ilość”. A jakość przejawia się w każdej kwestii i w każdej chwili naszego życia. Żyjmy więc na miarę tego, kim jesteśmy oraz jakie pochodzenie mamy. Żyjmy na miarę tego, do jakich wielkich rzeczy jesteśmy przeznaczone i przeznaczeni.

Niech więc umysł będzie nam w tym pomocny, duch zawsze ochoczy i wielce wytrwały, a serce - mające jak zawsze rację - niech w sposób pewny i właściwy wskazuje tę jedyną drogę pełnego człowieczeństwa, na której to każdy szczegół jest ważny, ponieważ odpowiednio poprawiany stale zbliża nas ku Doskonałości. „Bądźcie doskonałymi jak Doskonałym jest wasz Ojciec Niebieski”. Pan Bóg jest Doskonały a my wraz z Nim!