środa, 8 listopada 2017

Wpis 58. „Pan Tadeusz” żadną epopeją narodową, a zwłaszcza lekturą szkolną nie jest!



A to dla prostej i jakże widocznej gołym okiem tejże przyczyny,
Mącenia w młodych głowach i lanej do nich jakiejś popłuczyny,
Jakąż jest błędne wyobrażenie o postawie wielce patriotycznej,
Dla jakiej umieranie nabiera wartości chwalebnej, niebotycznej.

I ktoś tutaj celowo wszystko przekręca - przeinacza bez miary,
Chce za cenę wszelką, żeby ziściły się jego tak niskie zamiary.
A są to kłótnie, wojny i władza śmierci niczym nieograniczona.
A ów patriotyzm ma sprawić, by władza ta była niezauważona.
.

I cóż, tak się zdarza jak długie, zawiłe naszego państwa dzieje.
Miast pomyśleć głową i sprawić, niech gorączka serca zmaleje,
Poukładać się z sąsiadem, w rodzinie swej zgodę zaprowadzić,
Palimy się do boju a wszystkim wokół wolimy się przeciwstawić.

A do tego stopnia i tę resztkę rozumu skutecznie nam odebrało,
Że do zrywów „patriotycznych” też zimą brać się nam zachciało.
To przecież już samo wszczynanie wojny szczytem jest głupoty,
I oprócz tego to najlepszym sposobem wpędzania się w kłopoty.

Czy Biblia nas nie uczy tak ważnej i nader potrzebnej mądrości,
By przed udaniem się na wojnę pamiętać o tej jednej czynności?
Usiądź spokojnie, a z chłodną głową zastanów się drobiazgowo,
Ile masz swego a ile wróg twój ma wojska, zrób to obowiązkowo.

I nie zadzieraj z silniejszym, pójdź wcześniej po rozum do głowy.
W innym razie twa mądrość mniejszą od tej przysłowiowej sowy.
Zawsze takim bohaterem co tylko ginąć potrafi być zapragnąłeś?
Już ostatecznie takież haniebne postanowienie swoje powziąłeś?

A jakąż to sławę Polsce takie działania przynieść wtedy mogły?
Teraz to wiemy, a zbędne nasze spóźnione za Ojczyznę modły.
Liczy się mądre działanie, nie masz tu miejsca na zbędny płacz.
Należycie Polskę Maria Skłodowska Curie sławiła, tak oto walcz.

Bo o wiele, o wiele trudniej jest mozolną pracą dążyć do pokoju,
A o tym to najlepiej wiedzą ci, co wykazali się pracą pełną znoju.
A tym trudniejszą jest praca nad sobą, nad rozświetlaniem myśli.
Własnym umysłem, myśleniem a zwłaszcza wiarą wiele się ziści.

Gdyż wielką rzeczą jest właśnie wiarę w swoim sercu zachować,
W codziennym życiu sumiennie pracować i ją stale pielęgnować.
A nie jest to znowu takie ważne albo ostatnią tragedią narodową,
Iż obce wojska w Rzeczypospolitej, co ją mają wręcz zniewoloną.

Jednak pomimo tego, jak w swej książce poeta nam przedstawia,
Czeladź posłuszna, z panami biesiaduje i ziemię dobrze uprawia.
Szlachta ucztuje, hrabia majątek odzyskuje i niczego nie brakuje.
Spokojny żywot niczego sobie wiodą, a jakiego i wróg nie rujnuje.

Ale komuś znów musiało to przeszkadzać, przestało się podobać.
Za długo nic się nie dzieje, no to do wojny trza się nam szykować.
A jak ponownie ją przegramy - gdyż o to się właśnie im rozchodzi,
To dla nas gorzej i lepiej możnym panom tego świata się powodzi.

Dlatego jakoś dziwnie to wygląda, jak Robak tak jak szalony biega.
Niby w dobrej i słusznej sprawie z „mądrościami” swymi nie zwleka.
Więc księżulo maluczkich zwodzi i do ich głów bajki jak łopatą wali.
A drobne i proste szlachetki wiarę mu dali - na niczym się nie znali.

Już im tam Kościół z wszystkiego co rozumne umysł wyprał do cna,
Że pędzą o poradę ojczula królika pytać, co ją bierze z samego dna.
Niestety z dna, gdyż z ludzkiej niewiary i braku ufności Opatrzności,
Biorą się wszystkie nieszczęścia ludzkiego polskiego losu zawiłości.

Bo też nie masz już w narodzie odwagi spojrzenia Prawdzie w oczy,
Nie masz też siły wyzbycia się robaka duszy, co ją do zawiści toczy.
Na wsze sposoby, siły zła chcą zamknąć maluczkich w śmierci kole.
Ludzie jednak nie mają baczenia na to, choć to Prawda w oczy kole.

Wystarczyło jeno pomyślunku użyć, zapytać się, podrapać po czole,
Wypytać trzeba było księżula - tegoż się klecho wyuczył w zakonie?
Tyle żeś się naumiał - tak żeś zrozumiał nauki Świętej Biblii matole?
To one w pustym czerepie ci powstają i majaczą wojenne swawole?

Ale co tam gadać o własnym rozumie, co by to jakąś zmianę sprawił.
Ważne jest i liczy się to, że znalazł się teraz kto morały innym prawił.
A co tam, że nawet i morderca jakiś, co to sąsiada-brata wziął i zabił,
Wielka sprawa, nie ważne, byle ułudą teraz nas tu jak miodem wabił.

Ale zaraz, coś tu nie tak, toż żaden ci zakonnik, a jakiś farbowany lis.
Kiedyś w porę nie ochłonął i krew w nim zawrzała - omal co nie skisł.
Na swego rodaka rękę podniósł - do końca życia swój przekreślił los.
I w jednej chwili zbrodnia się stała a mogło być inaczej - o mały włos.

Tak samo jak mało brakowało, aby zrozumienie w narodzie było inne.
A żadną miarą ludzi serca gorące, pragnące wolności nie są tu winne.
Tylko cały kłopot polega na tym, że ktoś ciągle wznieca na nich pożar,
Ciesząc się, bo żywioł ślepy wszystko zniszczył i serca one też pożarł.

Bo i serca żywego, człowieczego, czującego trzeba być pozbawionym,
Żeby z własnym bratem i własnym sąsiadem być srodze poróżnionym.
Ależ głupotą jest się zasadzać, a na niebezpieczeństwo się wystawiać.
A kłócących się rodów zbratać to i wspólny wróg nie mógł się wykazać.

Mało tego, doszło już do tego, (co jest kpiną i komedyjką nie byle jaką),
Że to ów wróg tak jaśnie wielmożną szlachtę ocalił i to przed nią samą.
Takie to już nasze „patriotyczne” głowy - do każdej wojaczki my skorzy.
I nie ważne kogo, po omacku każdego do tego samego wora się włoży.

Tak oto mamy tu coś całkiem przeciwnego i zarazem bardzo dziwnego,
Zwłaszcza w obecnych czasach wrogów bierzemy za każdego swojego.
Inni jakieś kłamstwa podsuwają, no i plączemy się w swoich domysłach.
A jak teraz toniemy tak i dawniej żeśmy ginęli - w bzdurnych wymysłach.

Bo o sposobności niebywałej nagle ktoś ogień jakiś oślepiający wznieca.
I podejrzane jest, iż mordercza siła zamysł ten rozpala jak ogień z pieca,
By Rzeczypospolita, przez nas na kolana rzucona powstać z nich mogła,
Więc swe dzieci na rzeź posłać musi, bo nie jest wcale taka słaba, wątła.

I co tu czekać z założonymi rękoma, jak to Żydzi w swym zwyczaju mają.
Nie ma nam tu co sejmikować ani jakieś próżne dysputy na nic się zdają.
No to szable już chwytają a na Moskala co koń wyskoczy żwawo ruszają.
W jakimś zamroczeniu za kimś małym już gnają i cesarz na niego wołają.

A jeszcze wcześniej jeden z Żydów, ten co to w gospodzie uniżenie służy,
Ni stąd ni zowąd tak sobie uderza w dobrze wszystkim znane polskie nuty.
Na cymbałach Mazurka Dąbrowskiego jakoś tak cicho, niepewnie brzdęka,
Jakby go grała jakaś zupełnie nam obca a nie przyjazna, patriotyczna ręka.

I w tej chwili pojawiły się nam w pamięci te słowa, w Biblii Świętej zapisane,
Co tutaj nagle same się nam jakoś skojarzyły, a również są dosyć dosadne.
Warto zapamiętać: „A gdybym miłości nie miał byłbym jak miedź brzęcząca,
albo jak cymbał brzmiący” - a moja własna godność jak moneta błyszcząca.

Taka, co jedynie z rąk do rąk tak często przechodzi, swojej wartości nie zna.
A każdy co tylko ją ma, to robi z nią co żywnie chce, bo sama na nic się zda.
Tak oto dum(r)ni Polacy przechodzą z rąk do rąk dla obcej, złej jeno sprawy.
W dodatku nic z tego nie rozumieją, co też innym daje moc okrutnej zabawy.

Tak więc klecha szlachcie w łbach coś tam mąci jak diabelski Watykan cały,
A oni? Cóż - nie brak tych co posłuch temu ciągle dają, jak jakiś Polak mały.
Żyd w karczmie przygrywa niby patriotyczną muzyczkę a polskie szlachetki,
W to im graj! Wypić coś i od razu ochoczo chwytają za swoje ostre szabelki.

A jak się nachlają, dla wprawy i między sobą zdradzieckie burdy wyprawiają.
Do takiej też dziwności dochodzi, że i ich wrogowie do tego nie dopuszczają.
I najmniej ważne, iż na swoich ruszy, lecz Polak zawsze bić się z kimś musi.
Jak nie u siebie, to niestety na siłę szuka wszędzie zwady, choćby i na Rusi.

A przecież cały czas możnym panom tego świata właśnie o to się rozchodzi,
Dla swych podłych korzyści również Słowian skłócają no i do walki dochodzi.
Niechaj prostacki lud w głupim otumanieniu do ostatniego chętnie się wybija,
A tyci cesarz srogiej zimy pod Moskwą jak nożem w plecy jeszcze ich dobija.

Takie to dzieje - a w naszych „nowoczesnych” czasach - jak wszędzie widać,
Właściwie nic się dotąd nie zmieniło, ciągle jest jak było i co tu komu gdybać.
Bo chodzi o to, że illuminaty-masony-syjony stale wichrzą, a jak hieny żerują.
Kolorowych na białych tłumnie sprowadzają a do wojny z żółtymi się szykują.

Mamonę - ich oręż stosują, aż wszystkich ludzi w niewoli i w kajdanach skują.
Ponad miarę tępotę, wrogość szerzą, stale wszędzie, wzajemnie nas szczują.
Robią to dla jakiejś niepojętej przyczyny - a świadkiem tego ich własne czyny.
A nie wiedzą, że swej duszy zakładają dyby, znów ponawiają spiskowe zrywy.

Zwłaszcza w te dni możni tegoż świata ręce zacierają niemal do czerwoności,
Cały czas jakoś zaślepieni, cieszą się na myśl o wyrządzaniu swych podłości.
I wiele ich mają w różnych zamiarach - najczęściej bardzo czarnych a niskich.
Nie potrafią się powstrzymać, aby na śmierć posłać również i swoich bliskich.

Każdego zła o zgrozo, te chore umysły nieprzerwanie mogą się też dopuścić,
Nie zawahają się, aby i atomowy ogień prosto na całą polską ziemię spuścić.
A jakby i tego w ich ponurym a ciemnym zapamiętaniu było im jeszcze mało,
To chcą, żeby i w wielu innych miejscach na całej Ziemi tak samo się działo.

Ze swojej strony dla osiągnięcia miłości, pokoju, zgody a wojny zażegnania,
Bardzo chętnie i z samym diabłem bym się zbratał a temu się nie wzbraniał.
Gdyż żadną miarą żyć w pokoju i pokorną duszę na zawsze tutaj zachować,
Nijak ujmą dla człeka być może, więc dlatego wszelkie trudy warto pokonać.

I to dla tej szlachetnej przyczyny a niestety zapomnianej już przez tak wielu,
Jednak warto mieć odwagę przed światem całym przyznać się do tego celu,
Jakimż jest wierne, a wytrwałe zabieganie o dobro w życiu tym codziennym,
Gdyż właśnie dla wszystkich nas obudzonych i ono jest wielce zbawiennym.

A tu wbrew temu jakaś para prezydencka dumnie przed kamerami się pręży,
Bo oto niby w walnym głosowaniu wybraną lekturę narodową w ręku dzierży.
I tak oto w chytrą, szkaradną całość układanka ładnie sama jakoś się składa.
Jak to „patrioci” dawnymi czasy ginęli to tak i teraz każdy na śmierć się nada.

Pytanie - a czy tylko jak nieszczęście jakie, albo i jaka okrutna wojna właśnie,
Jest w tejże mocy, by zażegnać wszystkie polskie odwieczne swary i waśnie?
Nie - żadną miarą więcej tego nam już nie potrzeba, by żyć z sobą w zgodzie.
Prawdziwa wiara, mądrość zdarzy z sąsiadem pokój święty jako i w narodzie!