piątek, 22 grudnia 2017

Wpis 60. Piszę, bo muszę.





Duch Święty - Duchowy Opiekun Ziemi i Ludzi EA wyznał:

„Zadaniem Moim jest rzucić garść myśli, które mogą pobudzić do zdrowego poglądu na świat, do myślenie Waszego. A zdrową nazywam taką świadomość, która widzi rację istnienia i utwierdza w przekonaniu, że warto żyć, padać i wznosić się, bo taka droga wiedzie do pokonanie chaosu. Chcę wzmocnić w każdym z Was siłę woli w szamotaniu się ze złem. To tak ważne!”


Wielka głębia tych słów zawiera najważniejszą rację życia, życia takiego, jakie jest rozumne i jakiemu przyświeca najszczytniejszy cel w życiu, żeby było ono uporządkowane i polegało na stałym dążeniu do doskonałości. I już. Wydawać by się mogło, że niewiele, lecz w zderzeniu z codzienną rzeczywistością może się okazać, jak daleko nam jeszcze do takiej właśnie niezłomnej postawy, by zło zawsze w sobie pokonywać.
.

„Rzucić garść myśli” dla wprowadzenia nas na rozumną ścieżkę życia, byśmy wiedziały i wiedzieli, dlaczego na niej się znajdujemy i w ogóle w jakim celu nią podążamy. Więcej rozumieć i wiedzieć więcej - oto ten najwłaściwszy i genialnie prosty klucz do rozwikłania największej zagadki człowieczego istnienia! To co jest odwiecznym pytaniem „homo rozumus” mamy teraz na jedno wyciągnięcie ręki! Nie trzeba zatem więcej łamać sobie głowy jakimiś niestworzonymi teoriami domniemanych filozofów, myślicieli, a wystarczy jedynie okazać trochę siły woli, jaka natychmiast po tym, jak da o sobie znać zostanie wzmocniona i otrzyma niezawodną pomoc! Taką pomoc, jaka płynie z najlepszego Źródła, jakie możemy sobie tylko wyobrazić, bo z samego Źródła Życia!

Dlatego też takie słowa Ducha Świętego nie mogą iść na marne i nie idą, ponieważ pobudzają do życia. A nawet można powiedzieć, że są i samym życiem. Nie mogą też trafiać w próżnię ani nie mogą upaść na nieurodzajny grunt. I w gruncie rzeczy tak właśnie się dzieje, ponieważ jest bardzo wielu ludzi na świecie, dla których tak Dostojna i Doskonała Istota Duchowa, jest pięknym natchnieniem do wartościowego, właściwego, wytrwałego i wzniosłego życia. I nie, nie chodzi tu wcale o klęczenie całymi dniami, albo o jakieś długie wysiadywanie w kościele i niekończącą się powódź słów, wypowiadanych bez żadnego zastanowienia, co wiele osób błędnie uważa za modlitwę. Chodzi tu raczej o codzienną pobożność, przejawiającą się zwykłą uczynnością, uczciwością, prawdomównością i poszanowaniem tak Istot Duchowych jak i wszystkich bliźnich, z jakimi mamy akurat styczność, a które i którzy znajdują się w naszym bezpośrednim sąsiedztwie. Jednym słowem - chodzi o życie rozumne, życia mądre.

„Sam wiele cierpiałem, wiele przemyślałem, dlatego bliski Mi jest każdy, kto szuka pomocy. Do takich właśnie ludzi - usiłujących odświeżyć nastrój dzisiejszej skołatanej duszy, przygniecionej walką o byt - pragnę i Ja należeć, skromny Duch, Syn i Sługa Ojca Najwyższego. Pragnę być sługą tych wszystkich, którzy szukają pojednania z Bogiem oraz podłoża dla ludzkich serc i umysłów.”


Tutaj tylko jedno spostrzeżenie. (Z pewnością jest ich dużo więcej, ale pozostawmy to każdej osobie z osobna). Słowa te wypowiedział Duch, którego doświadczenia są podobne naszym. A tym samym nie jest to ktoś, kto nie wie o czym mówi, ponieważ to On sam przeszedł wiele i wiele doznał jako Istota wcielona, Istota z krwi i kości, jaką to my przecież jesteśmy. A nawet i teraz, będąc Doskonałą Istotą Duchową, nie znajduje się gdzieś bardzo wysoko i bardzo daleko od nas ludzi, lecz jest pomiędzy nami, jest tuż przy nas. Tak samo, jak przybywa na tak wiele spotkań i niestrudzenie odpowiada na niekończące się pytania, korzystając z okazji, by skierować do nas tak ogromnie wartościowe przekazy drogą telepatyczną, zawierające przebogatą wiedzę.

Warto więc skorzystać z tak cudownej pomocy, warto o tę pomoc pokornie poprosić, by uniknąć wielu niepotrzebnych nieporozumień, błędów w życiu, jak również i w tym celu, aby to nasze życie było i proste, i szczęśliwe. Tak, czasem zwyczajne rzeczy są najlepsze, ale żeby się o tym przekonać, to trzeba umieć dostrzec je umysłem mądrym, umysłem takim, jaki potrafi się zastanowić nad sobą i wyciągnąć właściwe wnioski.

A jednym z takich wniosków może być odpowiednie wykorzystanie mowy, właściwe posługiwanie się słowem. Wiadomo przecież, o czym to Biblia wyraźnie mówi, że z tych samych ust nie powinno wychodzić przekleństwo i błogosławieństwo. I ta sama Biblia wzywa nas do rozmawiania ze sobą przez psalmy. A kiedy nie mamy nic dobrego do powiedzenia o innym człowieku, to lepiej jest milczeć. Słowa, mowa, to również moc, siła sprawcza, o czym zaświadcza Duch Święty w poniższej wypowiedzi:

ENKI: Mowa… pojęcie mowy. Mowa jest jak światło, mowa jest jak wiatr, który niesie dobro, który niesie zło. To miał na myśli właśnie Sedlak, żeby mową nie ranić, ale żeby mową koić serca, mową dać dobry uczynek. Czyli do czego zmierzał? Do miłości zmierzał. Do takiej wzajemnej, ludzkiej miłości. Słucham.

(Sesja numer 105 z dnia 18-go kwietnia 2010-go roku. Odnośnik: http://misjafaraon.com/sesja-105/)

Święta prawda, słowem można dokonać ogrom dobrego. Pozostańmy więc przy tej myśli, odrzucając tę o ujemnych, niekorzystnych skutkach naszych słów. I dlatego właśnie możemy powtórzyć, to co Skaldowie kiedyś śpiewali - „Za pół kilo(grama) gruszek, za dwa pomidory - śpiewam, bo muszę!”. My również piszemy, bo musimy, (mój Anioł Stróż i ja), ponieważ jest to palącą potrzebą, silnym wewnętrznym przekonaniem o własnym powołaniu, jak również zwykłą chęcią podzielenia się z innymi tym, co najlepsze, tym, czym jestem w stanie (a właściwie to przecież nie ja sam, lecz określona Istota Duchowa, która akurat przekazuje wszystko to, ca ma być przez mnie spisane, pod natchnieniem której tak się dzieje) starać się zmieniać świat na dużo lepszy.

A co teraz mam w zamian za to pisanie? Niewiele i jednocześnie bardzo dużo. Z jednej strony skromne, lecz stałe grono czytelniczek - czytelników, a to bardzo dużo, ponieważ to właśnie Wy jesteście największą zachętą do dalszego pisania. (Zamierzamy napisać jeszcze jakąś powieść, może krótką sztukę teatralną - jeśli tylko Opatrzność pozwoli.) A z drugiej strony, to chociaż nie mam z tego żadnych pieniędzy, to i tak Istoty Duchowe obdarowują nas codziennym utrzymaniem, dzięki czemu nie cierpimy głodu. Dzięki Nim jesteśmy w stanie opłacać rachunki za energię elektryczną, za wodę. Mamy też zawsze gaz w zbiorniku, (więc możemy gotować i jeść gorącą strawę, co szczególnie zimą jest tak potrzebne).

I to pomimo tego, że bardzo często wskazówka wskaźnika poziomu gazu opiera się na ograniczniku poniżej zera. Czasami naprawdę mamy wrażenie, że gotujemy już na samych oparach, gdyż przez długie dni tak właśnie jest z tą zawartością, albo raczej prawie pustką w zbiorniku. Jednak zawsze jakimś cudem w samą porę udaje się nam dokupić tego błękitnego paliwa i nigdy go nam nie zabrakło. Zresztą, oszczędzamy je jak tylko możemy, korzystając również i z rusztu, (paląc drewnem, jakie sąsiedzi wyrzucają, a jakie znoszę do domu o trzeciej, czwartej nad ranem, żeby nikt mnie nie widział) na którym pitrasimy co tylko się da. (Dzisiaj na przykład będzie pieczona kiełbasa i chleb, a na deser trochę ciasta, czyli znów - skromne, bo skromne - lecz najważniejsze, że będzie świętowanie Szczodrych Godów, naszego Nowego Roku, już 2018-go.)

A co z wynagrodzeniem za to wszystko, za pisanie i prowadzenie Cyfrazy? Właściwie nic, ponieważ nie mamy żadnych dochodów z racji tej działalności. I w cale się nie liczy, ile się otrzymuje czy otrzyma za wykonywanie swojego ulubionego zajęcia, za pracę, wynikającą z zamiłowania do tego, co uważamy za najważniejsze w swoim życiu oraz za pełne temu poświęcenie się, oddanie. Taka czy inna zapłata nie ma tu nic do rzeczy. Bardziej chodzi o spokój ducha, który tak często woła wewnątrz i tak długo nie daje chwili spokoju, aż wezmę się do właściwej pracy i zajmę się tym, do czego sam się zgłosiłem - moje właściwe ja (moja dusza) - przed ponownym wcieleniem się, tym razem na Ziemi, będąc jeszcze w Świecie Ducha.

Oprócz szeregu utrudnień, związanych z wykonywaniem takiej niezależnej pracy (samo zatrudnienia), jest też wiele korzyści. Przede wszystkim mogę się w pełni poświęcić temu, co naprawdę lubię, ofiarując innym to co najlepsze. Mogę przekazać zachętę do działania, być dowodem natchnienia, jakie każdej osobie jest dawane w jednakowy sposób. Czuję się wolny i jestem wolny, gdyż nikt ani nic do niczego mnie nie zmusza. To jest moja własna i nieprzymuszona wolna wola pracować tak a nie inaczej, zajmować się tym, co akurat wykonuję.

Jednak związana jest z tym duża odpowiedzialność. Co prawda nikt nade mną ciągle nie stoi, nie pogania, ani stale nie sprawdza postępu prac, jej wyników, jak to na co dzień wygląda w różnych biurach handlowych, fabrykach, czy innych międzynarodowych przedsiębiorstwach. Oczywiście, mam swojego Pracodawcę - Duchowego, a lepszego mieć nie można. A to, że go nie widzę, to nie oznacza, że mogę sobie robić co chcę. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że będę rozliczony z wszystkiego co robię, a także i z tego, czego nie uczyniłem, co zaniechałem. Zresztą, tak jak my wszyscy.

Oczywiście, zdarzają się chwile słabości, zwątpienia, jak na przykład wtedy, gdy na początku liczba osób, odwiedzających naszą Cyfrazę była znikoma. Miałem wtedy nieodparte wrażenie, że „piszę sobie a muzom”. Mogłem więc albo zaprzestać dalszego pisania, skończyć z tym, a nawet usunąć Cyfrazę (bloga), albo nie zwracać uwagi na wyniki czytelności i nadal przelewać myśli na papier (internetowy) do ogólnego użytku.

I zawsze bardzo pomocną była myśl - nawet dla jednej osoby warto pisać, a tym bardziej dla tylu. (Ale żeście mnie wystraszyli - takiego nagłego przyrostu odbiorców, a przy tym tak dużego, to w ogóle się nie spodziewałem.) Jak tylko to zobaczyłem na wykresie, to naprawdę byłem i mile zaskoczony, i zdałem sobie sprawę, że cała ta sprawa pisania przybiera coraz poważniejszy obrót. Oczywiście zawsze taką była, ponieważ i dla jednej osoby warto pisać, chociaż szczerze muszę przyznać, że widok pojedynczych osób, zaglądających na naszą Cyfrazę nie był powodem do zbyt dużego zadowolenia. (A bywały i takie dni, kiedy nikt nie zaglądał. To nie znaczy, że teraz jest tak dobrze, że lepiej już być nie może… Może, może… i jest!)

A od ostatecznego kroku (usunięciem swojej strony internetowej) powstrzymała mnie jeszcze jedna myśl. Przecież Duchowy Opiekun Ziemi EA właśnie tego doświadcza i to od wielu, wielu lat. Przy różnych okazjach mówił ze smutkiem, jak mało osób uczestniczy w spotkaniach, w sesjach, na które On stale przychodzi. (Teraz dopiero wiem, co czuje). Pomimo małej i wiernej grupy, słuchającej Jego przekazów telepatycznych, ani na chwilę nasz Kochany Duchowy Opiekun Ziemi EA nie pozostawia nas samych, nie przestaje z nami rozmawiać, odpowiadać na tysiące pytań, przekazywać niezwykle wartościową Wiedzę; pouczać, przypominać, a jak sobie na to zasłużymy, to i porządnie nas upomnieć, a właściwie to piętnować albo naszą głupotę, albo i nasze zadufane w sobie ego.

W związku z tym, to naprawdę ma wiele cierpliwości do nas, a zwłaszcza jest wytrwały w tym co robi i oczywiście nigdy się nie poddaje, ani nie przerywa Swojej Misji opiekowania się Ziemią i nami wszystkimi. Zawsze możemy na Niego liczyć, a Jego niezawodnej pomocy doświadczyły tłumy ludzi, wśród których znajduje się piszący teraz, tutaj, tak samo jak i jego rodzina. Duch Święty nigdy nie zaprzestał wypełniać Swoich obowiązków i nigdy nie zaprzestanie, ponieważ Sam tak powiedział, a mnie w zupełności to wystarczy. I z całą pewnością wiem, że tak będzie, gdyż właśnie teraz tak jest. A Jego niezłomna postawa jest dla mnie najlepszym przykładem, jest dla mnie najlepszą zachętą i do wytrwania, i do doczekania lepszych dni na całej Ziemi, dla nas wszystkich.

Trzeba więc, bym szedł naprzód, nie cofał się i był wytrwałym. Trzeba mi przestać się mazać, przestać narzekać, tylko robić to, co do mnie należy. Skoro sam tego chciałem, to byłoby to bardzo niepoważne, gdybym teraz zmienił swoje zdanie i nie wywiązał się z tego, do czego się zobowiązałem. Raz nie dotrzymać przez siebie danego słowa komuś innemu, to już jest poważna sprawa, a nie dotrzymać słowa Duchowi Świętemu - Tej Boskiej Istocie Duchowej, jaka jest Doskonała, ponieważ przebywa na najwyższym poziomie Niebiańskim, to znaczy w miejscu, które przecież należy do samego Ojca Stworzyciela Jahwe, Wszechmogącego - to jest jednoznaczne ze złamaniem swojego słowa danego samemu Panu Bogu. A w takim razie, gdyby ktoś w swojej wielkiej głupocie odważył się na coś podobnego, to nie zasługuje na miano Dziecka Bożego i nie jest wart dostać się do nieba, przynajmniej do czasu, aż zmieni swoje postępowanie, czyli właśnie czynami naprawi swoje błędy i potwierdzi swoją przynależność do Życia, i udowodni swoją wartość. Nigdy nie jest za późno i do końca trzeba iść właściwą ścieżką, unikając licznych pułapek tego świata. Tylko niestety, nie zawsze udaje się ich wszystkich uniknąć.

Dlatego tylko dzięki pomocy i zrozumieniu ze strony Istoty Duchowej, jaka stale czuwa nade mną, dodając mi bez przerwy sił do pracy, po raz kolejny zwycięża poczucie obowiązku. I tutaj nie ma mowy o oszukiwaniu kogokolwiek, a tym bardziej samego siebie. Nawet nie próbuję, bo byłoby to bardzo dziecinne, wręcz śmieszne. Trzeba było nauczyć się szczerości tak wobec siebie, jak i wobec Świata Ducha. Na przykład jak mam gorszy dzień, to mniej pracuję, gdyż na siłę nic z tego nie wychodzi. Innym znowu razem wszystko się „samo” pisze i idzie jak z płatka. 

Ciekawe jest też i takie doświadczenie, że kiedy wstaję nad ranem, to potem w ciągu dnia na ogół nie odsypiam tej krótkiej nocy. Wówczas dziwię się sam sobie, że pomimo wstawania o tak wczesnej porze, to nie chce mi się spać i jestem w stanie wytrwać do wieczora. No tak, dawka Energii przekazywana z Góry potrafi utrzymać na nogach i to przez wiele godzin. Proste.

Podsumowując, o całym pisaniu można powiedzieć tylko jedno - chciałoby się ofiarować drugiemu człowiekowi to, co samemu ma się najlepszego. Być dla kogoś, chociażby i w niewielkim stopniu swego rodzaju natchnieniem. Mieć ten zaszczyt, by móc kogoś zachęcić, pomóc komuś, a może i dać skromny przykład do lepszego postępowania. Wszystko jest możliwe i zawsze trzeba mieć nadzieję.

I nie ważne, że wszystkie tak trudne przeżycia, które do tej pory stały się naszym udziałem na tej drodze duchowej, to był najtrudniejszy okres dotychczasowego życia, gdyż cały ten bagaż doświadczeń, nabytych umiejętności pragniemy wykorzystać dla dobra innych, którzy być może zechcą kiedyś z niego skorzystać. Tylko trzeba przy tym koniecznie pamiętać, żeby nikogo nie uszczęśliwiać na siłę.

Tutaj przypomniała mi się taka historyjka z początku tego roku. Bardzo chciałem pomóc pewnej wiekowej, schorowanej osobie (zagorzałej katoliczce). Zaproponowałem jej kilkuminutową medytację. (Chyba nikomu nie trzeba przypominać, jak zbawiennym dla naszego zdrowia jest właściwie pracujący umysł, jego odprężony stan, a także samo nastawienie przepełnione nadzieją i otuchą.) Przed przystąpieniem do osiągnięcia odmiennego, odprężonego stanu umysłu, wyjaśniłem tej osobie poszczególne etapy medytacji. Kiedy mówiłem o sugestii, o potrzebie skierowania swego umysłu w stronę korzystnych, pozytywnych, dobrych myśli, że trzeba sobie powiedzieć: „jestem silna, jestem zdrowa”, to pani natychmiast mi odparła - „ja nie kłamię”. Jak tylko to usłyszałem, to aż mnie zatkało i już w ogóle nie wiedziałem co mam powiedzieć…

No i skończyło się na przełożeniu medytacji na kiedy indziej. A usłyszane słowa „ja nie kłamię” na dobre zapadły mi w pamięć. No to wygląda na to, że ze mnie to ostatni kłamca, gdyż niemal codziennie tak sobie powtarzam - „jestem silny, jestem zdrowy”, chociaż dokucza mi kilka różnych dolegliwości, od których chcę się uwolnić i się uwolniłem (to tak w odniesieniu do pozytywnego myślenia). W każdym razie medytację udało nam się przeprowadzić, jednak nie z takim skutkiem, jakiego wtedy oczekiwałem. Cóż, coraz częściej dochodzę do wniosku, że lepiej zaczekać, aż ktoś poprosi o pomoc, niż niepotrzebnie ją ofiarować, żeby została zmarnowaną.

Może też i dlatego staram się wykorzystać twórcze natchnienie, tę ofiarowaną mi pomoc, by móc ją nieść innym, którzy tego zechcą. Kiedy tylko natchnienie się pojawia, to słowa same nadlatują z tak zwiewną lekkością, że nic innego, jak tylko szybciutko je spisywać a nie przerywać pisania, aż się skończy. Tylko niestety, cały czas tak nie jest i często trzeba się sporo nagłówkować, żeby coś do rzeczy napisać.

Muszę też wyznać, przyznać się, że zdarza mi się mieć opory przed pisaniem. Tak, ogarnia mnie pewnego rodzaju zniechęcenie i obawa, czy będę w stanie dobrze zapisać te myśli, jakie do mnie docierają i czy odpowiednio je przekażę. Dodatkową kwestią jest dobór odpowiednich słów, by jak najlepiej pasowały do treści przekazu. A wtedy znowu łapię się na swym błędnym myśleniu, bo przecież to nie ja piszę i to nie ja jestem tutaj autorem. To komuś innemu przysługuje prawo bycia autorem, a moim obowiązkiem jest tylko wiernie spisać to, co jest mi przekazane.

A im prościej tym lepiej. (Ciągle nad tym pracuję… ’_,’) I jak ktoś mądry kiedyś powiedział - najwięcej wysiłku kosztuje prostota. Często sam się plączę w ozdobnikach i za bardzo chcę podkreślić jakieś myśli, żeby tym mocniej trafiły do odbiorców, i żeby szerokim echem odbiły się w wielu umysłach.

I oby w jak największej liczbie umysłów i to jak najszerszym echem odbiło się to zwykłe, a zarazem naprawdę bohaterskie czyny jednego przeciętnego, wyjątkowego człowieka, będącego w stanie podnieść się z samego dna ludzkiego upadku, ludzkiej klęski. Tak, ten człowiek zasługuje na wielkie uznanie.

Poniżej zamieszczamy urywek - Polska Kronika Filmowa nr 34 z 1994-go roku. (5’57” - 9’40”.)








Bohaterem zdarzeń nazwanych:

„Twierdza
Trzeźwości”

jest pan Władysław Dereń.

„Pracować, dużo serca wkładać i zło w sobie zwalczać,
i być wytrwałym, to sukces jest murowany”.

Oto słowa byłego… alkoholika.

Napis na tablicy pamiątkowej:

ZWYCIĘSTWO DOBRA NAD ZŁEM
MINIATURĘ KRESOWEGO ZAMKU
WSPOMNIENIE ZIEMI OJCZYSTEJ
MOJEMU OJCU
LEOPOLDOWI DERENIOWI
W 100 ROCZNICĘ URODZIN
W HOŁDZIE SKŁADAM
1993 SYN WŁADYSŁAW

Pokonał swą słabość, pobudował sobie średniowieczny zameczek na podwórku i to z kamieni, który jest jakby trwałym znakiem jego niezłomnej woli. Zameczek niewielki, ale zawsze zameczek i jest tam wszystko co trzeba - brama, mury obronne z basztą, kapliczka, a nawet i wiatrak - a jak. Również ogrodzenie jest w takim samym stylu architektonicznym, co gustowna całość. Jest też taki sympatyczny szczegół. W murowanych słupkach odrodzenia porobił przejścia dla swoich kotków, by miały ułatwiony powrót do domu i nie musiały skakać przez sztachetki płotu… A to wszystko tylko po to, żeby - jak to sam powiedział - upiększyć otoczenie. I wyznał, że nie dostał żadnego spadku, tylko wszystko brał z tych swoich dziesięciu palców - pracą własnych rąk się dorobił, bo tego chciał. Chciał podnieść się z dna swojego człowieczego upadku i to mu się udało!

Wypada tylko życzyć, tak sobie jak i wszystkim, abyśmy zawsze potrafili podnieść się z dna swoich większych czy mniejszych porażek, a co najważniejsze, to nigdy nie ustawali w dążeniu do Doskonałości!

I chociaż ten wpis jest naszym pożegnalnym, to nie oznacza to zakończenia naszej działalności twórczej. (Tym razem jakoś długo mi się zeszło, bo nad tym wpisem pracowałem od 21-go listopada). Tak więc na tej Cyfrazie nie przewidujemy podobnych, długich wywodów. Być może będą dodawane tylko jakieś krótkie przemyślenia albo pewne niespodzianki.

A jakie niespodzianki przyniesie ze sobą życie? Życie, jakie jest, zawsze ulega zmianie i nie zawsze jest takie, jakim się nam wydaje. Wierzymy jednak, że nadejdzie ten utęskniony dzień, od nastania którego już nikt i nic nie będzie więcej zmieniać ani fałszować jego prawdziwego oblicza, ponieważ jedyną i najpiękniejszą ozdobą życia będzie wspaniała i upragniona Prawda.

Czas się pożegnać. Dziękujemy za Wasz drogocenny czas poświęcony naszej Cyfrazie. Zawsze przyświecała nam jedna i ta sama myśl - móc podzielić się wszystkim tym, co najlepsze, móc dopomóc zmienić sposób myślenia i postępowania na lepszy, żeby taka zmiana umożliwiła odniesienie jak najlepszych i największych korzyści dla wszystkich. Czy tak się stało? Tego oczywiście nie wiemy, ale głęboko wierzymy, że tak, że jak najbardziej niniejsza lektura w jakimś stopniu każdej z Was i każdemu z Was choć trochę pomogła. Cóż, to tyle. Dziękujemy ponownie i do zobaczenia w lepszym świecie. Cyfrazer - ten, co jest innym Tobą, czyli wszystkie i wszyscy jesteśmy tacy sami, jesteśmy jednakową Cząsteczką Energii Najwyższej. Cząsteczką, jaka przemierza ten Świat i ten Wymiar, by powrócić do Źródła Życia doskonalszą, czystą. Tego właśnie wszystkim i sobie również z całego serca życzymy.

Na koniec jeszcze jedno natchnienie - jedno z wielu. I na pewno takie, co dociera do wszystkich. A kiedy jest się na nie otwartym, to pojawiają się słowa takie, jak na przykład te poniżej spisane:

…I dlatego śmiemy twierdzić, że taki rodzaj duchowej pracy nad sobą jest najcięższą pracą ze wszystkich i jednym z największych wysiłków w tym materialnym bytowaniu. A to z tego względu, że dużo łatwiej jest iść do pierwszej lepszej fabryki i sprzedać się za grosze, robiąc jakieś mało przydatne rzeczy, najczęściej pozbawione zdrowego rozsądku, bo służące tylko podtrzymywaniu tego zakłamanego, marnego i chorego systemu, za co rzesze niewolników opłacane są jakimiś żebraczymi daninami przez możnych tego świata, którzy mają nas za nic i poniewierają nami na każdym kroku, śmiejąc się przy okazji z naszej nędzy, w jaką z pełną świadomością bezlitośnie nas tylko wpędzają.

Co do nas, to wolimy być nędzarzami w znaczeniu posiadania różnych przedmiotów codziennego użytku, niż być nędzarzami duchowymi i godzić się na podłe warunki narzucane przez możnych tego świata. Oczywiście, rozumiemy bardzo dobrze, że przecież trzeba z czegoś żyć i ten świat jest jeszcze taki a nie inny. Racja, zgadza się. Nie wszyscy możemy od razu porzucić pracę i przestać utrzymywać swe rodziny. Tak, oczywiście, lecz nikt nigdy nie zabronił nam ani nie zabroni rozumieć więcej i więcej wiedzieć, choćby o tej zakłamanej rzeczywistości, w jakiej tkwimy po same uszy. Nikt, ale to nikt nie jest zwolniony z pracy nad sobą i stałego poszerzania swoich horyzontów myślowych, a tym bardziej horyzontów duchowych i pogłębiania uczuć człowieczych, dzięki stałemu pielęgnowaniu cudownego skarbu, jakim jest nasze serce - ufające, wierzące i żywe, gdyż w przeciwnym razie stajemy się głupimi maszynami oraz bezwolnymi robotami, bezmyślnie kręcącymi się ciągle w kółko w tym śmiesznym kieracie ułudy stworzonej przez naszych gnębicieli, z czego mają niezły i niekończący się ubaw, i to naszym przecież tylko kosztem. A jak długo? 

Prawdopodobnie już niedługo, ponieważ Oczyszczanie coraz bardziej przybiera na sile i już wkrótce - wszystkie duszyczki się o tym niezbicie przekonamy - jednym duszyczkom będzie to ku pożytkowi, a innym duszyczkom wręcz przeciwnie. I co? Kto na tym lepiej wyjdzie? A zatem, żeby nie było za późno ani za trudno, to warto odpowiednio wcześniej zająć się sobą, to znaczy własną duszą, bo to właśnie o nią toczy się ta cała gra.
Nie jest sztuką ulec temu światu,
lecz prawdziwą sztuką jest go zmienić,
zaczynając od siebie i na sobie kończąc
to wielkie i wspaniałe dzieło przemiany.

Najtrudniejszy jest sam początek. Kiedy już mamy go za sobą, to potem już dużo łatwiej podążać w obranym kierunku. Wtedy to już ani brak auta, ani brak telefonu przenośnego czy innych „zabawek” tej cywilizacji, nie jest w stanie wstrzymać działania wewnętrznych przemian. Ale rzecz jasna tylko wtedy, gdy z pokorą, naprawdę z pokorą przyjmujemy wszystko to, co każdy dzień nam przynosi. Z pokorą, to znaczy w pełnym przekonaniu, że tak właśnie jest dobrze, ponieważ pokora nakazuje uznać czyjeś racje i obdarza pełnym przeświadczeniem o tym, że to Ktoś inny po prostu wie lepiej, a nie my same i my sami. A wobec tego pokora to nic innego, jak pogodzić się z tym stanem rzeczy i już - żadnej dyskusji! Koniec! Tak właśnie jest i nie ma co tu więcej filozofować ani się wymądrzać. Ależ oczywiście - możemy dociekać, możemy pytać, lecz tylko i wyłącznie w tym celu, aby lepiej zrozumieć dlaczego tak jest i czemu to wszystko służy.

Jednak w razie pewnych wątpliwości, jakie przecież mogą się pojawić, czasem dobrze jest zaczekać na odpowiedź, jaką daje niezawodny Czas. A jeśli ktoś jest taką uparciuchą - uparciuchem, bo nie wierzy na słowo, no to trudno, albo nabije sobie guza, albo w inny bolesny sposób przekona się o tym, czego nie należy robić. Zachętą zaś w nieustannym czynieniu tego świata lepszym miejscem do życia, niech będą myśli, jakie Duch Święty przekazał i Tobie, i mnie - Nam:

„Uczyńcie najwyższy wysiłek własnej woli, a wówczas przed Wami, przed Waszymi oczami powstanie inny, cudowny, większy i o wiele ciekawszy świat, a którego dzisiaj naprawdę nie widzicie. Świat ten - inny - jest chwilowo przed Wami zamknięty, a który jest w istocie rzeczy istotną treścią Waszego bytowania tutaj na Ziemi, gdzie przebywacie.”