niedziela, 24 grudnia 2017

Wpis 62. Masz powód, by ŻYĆ!!!



Nagranie wykonane przez mojego syna. Odnośnik: Music Video

„Zmienić stosunek do życia” - takie słowa skierował do nas Duchowy Opiekun Ziemi i Ludzi EA, podczas ostatniej sesji nr 272. Może się wydawać, że nie jest to nic odkrywczego. Życie jak życie, wszyscy przecież żyjemy z dnia na dzień, borykając się z jego codziennymi przeciwnościami, trudnościami. Na ogół nie jest ani lekko, ani łatwo. Tym bardziej daleko nam do upragnionego szczęścia, jakie wszystkim nam jawi się na różne sposoby, jawi się być czymś innym. Dlatego wciąż za nim gonimy w nadziei, aż wreszcie stanie się ono naszym wymarzonym udziałem. Tak bardzo zależy nam, żeby wreszcie je posiąść. A kiedy tak nam się zdaje, że już w końcu je dopadliśmy, to nagle stwierdzamy, że to wcale nie jest to, o co nam chodziło, ponieważ cięgla mamy jakąś wewnętrzną pustkę i brak dogłębnego, prawdziwego zadowolenia - nadal jesteśmy jacyś tacy nie do końca szczęśliwi; czegoś tu ciągle brakuje.
 .

Kilkanaście dni temu miałem sen. W jakimś niewielkim, jasnym pokoju był Duchowy Opiekun Ziemi EA i oprócz mnie była chyba jeszcze jedna osoba, której nie widziałem, lecz czułem jej obecność. Duchowy Opiekun Ziemi zamierzał kogoś odwołać z Ziemi i głośno się nad tym zastanawiał. Już postanowił, kto to będzie, a ja spokojnie sobie czekałem, będąc święcie przekonanym, że kogo jak kogo, ale mnie to już na pewno nie dotyczy. Byłem tego bardziej niż pewny. I nagle ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu to właśnie ja zostałem wyznaczony. Duchowy Opiekun przy pomocy klawiatury napisał moje imię, jakie literami w kolorze czerwonym (bez pogrubienia czcionki) widniały na ekranie komputera, co sam mogłem przeczytać. A za chwilę usłyszałem jego słowa - „Wiktor się nie boi”. I nie była to wcale pochwała, lecz jakby nagana, bo chyba tylko głupcy niczego się nie boją, a bojaźni Bożej to już nie mają ostatni zwyrodniali złoczyńcy.

Za takiego oczywiście się nie uważałem, chociaż doskonale wiedziałem, co takiego przeskrobałem, a czym mogłem się narazić, bo w rzeczywistości - nie we śnie, ale w tych dniach na jawie - nieźle podpadłem Istotom Duchowym i od razu skojarzyłem, że za to właśnie mogę zostać odwołany z życia w tym ciele i w tym czasie na Ziemi, a na moje miejsce zostanie przysłany inny duch.

Kiedy się obudziłem, to od razu chciałem opowiedzieć ten sen i mojej małżonce, i moim synom. A przede wszystkim. to zamierzałem ich uprzedzić, że gdy zauważą moje odmienne zachowanie albo stwierdzą obecność jakby zupełnie kogoś innego, jakiejś innej osoby, lecz nie mnie, to będzie oznaczać tylko jedno - mnie tutaj już nie ma…

W pierwszej chwili poczułem się naprawdę zniechęcony. Było mi wszystko jedno. W odrętwiałym zobojętnieniu z góry zgodziłem się na wszystko. W takim marazmie niepostrzeżenie minęło mi pół dnia. Dopiero potem zacząłem się zastanawiać i próbować choć trochę myśleć. Pojawiły się też pierwsze poważne wątpliwości.

- Zaraz, zaraz, a jak trafię na tę Planetę razem z tymi wszystkimi, co już nie mają prawa powrotu na Ziemię? A jeśli tam nie przejdę we właściwy sposób oczyszczania, no to będzie już po mnie, koniec - bańka mydlana! A w ogóle, to jak ja stanę przed Duchowym Opiekunem Ziemi, kiedy ze wstydem wyznam, że nic nie wyszło z tego całego mojego zejścia w tym wcieleniu, bo nie wypełniłem swojego zadania, nie przerobiłem swojej lekcji, bo jednym słowem z tego wszystkiego to wyszło wielkie nic…

A jak tak będę przed Nim stał ze spuszczoną głową, to nawet nie będę mógł się zapaść pod ziemię, więc choćby w ten tak tchórzliwy sposób nie będę w stanie zejść Mu z oczu. A miało być tak pięknie…

Wtedy dopiero zacząłem się zastanawiać, jak wiele jeszcze jest do zrobienia w tym życiu, a co najważniejsze, to w przededniu tak wielkich zmian na Ziemi! To dopiero byłaby ostania głupota - męczyć się przez tyle lat, pokonywać wszelkie duchowe próby, znosić tyle trudności codziennego życia a potem w jednej chwili wszystko na marne! Tak, na marne, i to samemu wszystko przekreślić jak jednym ruchem ręki, który ze stołu strąca szklankę, a ta za chwilę tłucze się na wiele kawałków w zderzeniu z podłożem, osiągając kres, osiągając dno swej króciutkiej podróży. Nawet nie lotu, lecz zaledwie marnego upadku…

A to nie wszystko, ponieważ jednym takim krótkim brakiem woli życia, skazałbym się na wieczne męki, ponieważ nie wypełniłbym tego, do czego się zobowiązałem, ani bym nie uczestniczył, bym nie miał udziału w dokonaniach mojej żony i moich synów. Nikt inny tylko ja bym skreślił sam siebie oraz wymazał z ich życia i życia własnego również.

Na własne życzenie stracić to, co mi się należy, stracić wszystko to, do czego się samemu zgłosiłem, to doprawdy byłaby ostatnią głupota, jakiej świat nie widział. Samemu stać się takim, jakim są nasi oprawcy, jakimi są ci podli ciemiężyciele, samemu do nich dołączyć… Zrównać się z nimi, zaprzepaszczając raz na zawsze własne - skromne, bo skromne, lecz przecież zawsze własne - dokonania… I wcale nie bać się zmarnować sobie życie?!

Jak w końcu dotarło to do mnie oraz jak nieco ochłonąłem, będąc przerażonym po uzmysłowieniu sobie tego, to potem doznałem olśnienia. Wszak żyję! Jeszcze nie wszystko stracone! I wtedy poczułem naprawdę wielką ulgę, ponieważ zdałem sobie sprawę, że dzięki wielkiej sile sprawczej, wynikającej z własnej woli do dalszego istnienia, woli do życia, to życie właśnie jest mi dane jak najcudowniejszy skarb pod Słońcem! Ja ŻYJĘ!!! A życie oznacza tyle wspaniałych możliwości, tyle cudownych rzeczy i to każdego DNIA! Każdego dnia na nowo odradza się życie i życie trwa dalej, jak najpiękniejszy dar Ojca Niebieskiego Jahwe, jaki jedynie z Miłości może wynikać!!!

Jak sobie to uświadomiłem i kiedy tylko zdałem sobie sprawę z tego, jak cudownym darem jest istnienie, które tak naprawdę W KAŻDEJ CHWILI MOŻE ZOSTAĆ PRZERWANE, to nie pozostaje nam nic innego, jak właśnie cieszyć się i być naprawdę, ale to naprawdę szczęśliwą i szczęśliwym pod same niebiosa ZA KAŻDĄ CHWILĘ, ZA KAŻDĄ SEKUNDĘ ŻYCIA!!! Jeszcze żyję, jeszcze tu i teraz jestem, więc doprawdy - wielka szkoda marnować czas na jakieś głupoty. Zajmijmy się wreszcie rzeczami wartościowymi, rzeczami naprawdę takimi, jakie mają największe znaczenie w naszym życiu, a także w życiu naszych najbliższych, w życiu naszych żon, mężów, a przede wszystkim w życiu naszych cudownych i najukochańszych dzieci, naszych najcudowniejszych pociech!

Czyż to nie dla nich tak się trudzimy każdego dnia, dając im najwspanialsze skarby naszych serc szczerozłotych, przepełnionych po same brzegi najszlachetniejszą miłością? Czyż to nie miłość właśnie, ta, o której Biblia tak przepięknie mówi - miłość cierpliwa jest, nie unosi się gniewem, wszystkiemu wierzy, wszystko uważa za dobre i wszystko znosi - nie jest naszym najcudowniejszym natchnieniem, natchnieniem sięgającym samego Siódmego Nieba, czerpiącym je z samej Wysokości Boskiej, nie jest natchnieniem sprawczym samych najwspanialszych czynów, najszlachetniejszych myśli, najpiękniejszych słów i najsilniejszej wiary i ufności? MIŁOŚĆ - ENERGIA JEDYNA NAJWYŻSZA I DOSKONAŁA!!! I ta Energia jest naszym świętym udziałem, tak udziałem Twoim jak i moim, więc mamy to największe i niezbywalne prawo, by czerpać ją całymi sercami, aż do zachłyśnięcia się nią po brzegi naszej duszy, by w tym świętym i największym uniesieniu naszego ducha być w stanie rozproszyć choćby największe mroki codziennej szarości, by raz na zawsze rozświetlić je i usunąć z naszego ŻYCIA!

To tak właśnie powinien ulec zmianie nasz stosunek do życia.

I zostanę na Ziemi, i tak długo żyć tutaj będę, aż do ostatniego tchu wypełnię wszystko to, do czego się zobowiązałem. Tak mi dopomóż Panie Boże, mój Ojcze Niebiański JAHWE! Amen.