sobota, 7 października 2017

Wpis 54. Opowieść „Rozmowy z Bogiem” bardzo mnie poruszyła.



Ten obraz po raz pierwszy obejrzałem kilka lat temu. Już wtedy na mojej żonie i na mnie wywarł bardzo duże wrażenie. Z miejsca byliśmy przekonani o prawdziwości tych wydarzeń, jakie zostały przeniesione na ekran. Niektóre rzeczy z pewnością zostały ubarwione, lecz nie zmienia to faktu o przesłaniu jak najbardziej obowiązującym do chwili obecnej. A zwłaszcza w tych dniach, bo widząc co się dzieje na całym świecie, to chciałoby się wołać na ludzi od rana do nocy, by w końcu się opamiętali i poszli po rozum do głowy, po człowieczeństwo do serca. Jednak nie będziemy o tym szczegółowo pisać. Około miesiąca temu nabrałem ochoty na ponowne jego obejrzenie. Lubię nastrój tego filmu, w którym razem z głównym bohaterem przemierzamy różne koleje życia. Koleje życia prowadzące na samo dno osamotnionego zmagania się z trudami codzienności, a następnie wiodące do odmiany tego życia nie do poznania. I wcale nie chodzi tu o ukazanie drogi prowadzącej na wyżyny powodzenia przeciętnego człowieka, jaki ma dużo pieniędzy. Liczy się coś o wiele, o wiele bardziej ważnego. Liczy się to, że każda osoba, ale to każda bez wyjątku ma bezpośrednią łączność z Najwyższym Stwórcą, tylko niestety nie jest tego na ogół świadomą, a to za sprawą… No właśnie, za sprawą kogo lub czego? W sumie to pytanie można skwitować krótkim „nie wiem”, albo można też zacząć doszukiwać się tego prozaicznego powodu, w związku z którym utarło się błędne przekonanie, że tak po prostu jest i nie da się z tym już nic zrobić.
.