czwartek, 12 października 2017

Wpis 56. Dlaczego Duchowy Opiekun Ziemi EA nie chce wyjawić położenia Nibiru?


Ostatnio coraz częściej pojawia się nurtujące wiele osób pytanie, gdzie jest Planeta Nibiru? Zastanówmy się więc, jakie są tego powody. Z pewnością najróżniejsze. A większość z nas chciałaby się po prostu jakoś przygotować na jej pojawienie, to znaczy na nasilone katastrofy naturalne wynikające z jej bezpośredniego sąsiedztwa z Ziemią. To zrozumiałe, ponieważ jest to wrodzony odruch pojawiający się w chwili zagrożenia. W końcu przecież wszyscy chcemy przeżyć. Zapominamy tylko o czymś takim, co się nazywa „wiara”. Nie możemy więc stale przebywać na poziomie rozwoju „homosapiens” - „homo-przeżywus”, stając się niepostrzeżenie „homo-jaskiniowus” (albo „homo-jankesi-niewiadomo”) lecz powinniśmy bardziej zmierzać w kierunku, a raczej wznosić się ku „homo-credus”, „homo-duchowis”, człowiek wierzący, człowiek ufający słowom płynącym z Wyższego Wymiaru, człowiek rozumny i otwarty na skarby mądrości płynącej ze Świata Ducha. A do tego, żeby tak wreszcie się stało, potrzebnych jest wiele zalet ducha. I to jest najodpowiedniejszy czas do ich wykształcenia, ponieważ z każdym dniem pozbawiamy się sprzyjających ku temu okoliczności i warunków. Tak można powiedzieć z racji mającego nastąpić przełomu w dziejach ludzkości. Takiego przełomu, po jakim już nie będzie możliwości określenia się swoją niezłomna postawą duchową, postawą wiary i ufności. Teraz jest czas zawierzenia, czas wiary, czas uwierzenia słowom i właściwa pora przyjęcia Prawdy do swej duszy i ujrzenia sercem tego co przyszłe, lecz nie takie znów odległe. Dziś jest ten dzień cudowny, piękny, radosny, wspaniały! Oto dzień wszystkich najlepszych możliwości! Oto dzień zmierzania ku doskonałości i stawania się coraz bardziej czystą duszą!
.

wtorek, 10 października 2017

Wpis 55. Walka o wodę i o coś jeszcze.


Woda to życie a żyję, bo myślę. Już nie dajemy się oszukiwać i nie kupujemy wody „pitnej”. Wolimy pić tę z kranu. Jednak me tak od razu doszliśmy do takiego przekonania. Przez długie lata kupowaliśmy wodę w baniakach. Oprócz wody butelkowanej jest to jedyna nadająca się do picia, jak się wszystkich tutaj zapewnia. I sami też tak myśleliśmy - do tej pory. Woda w kranie była bardzo niesmaczna. Jej smak przypominał zgniłe glony i nawet po przegotowaniu nie był lepszy. Posłodzenie takiej wody też na niewiele się zdawało. Dopiero wywar z kwiatu jamajki przynosił ulgę, poprawiając smak wody na tyle, że nie trąciła już glonami. Kiedy jednak kwiat jamajki się skończył, nadal byliśmy skazani na picie „glonowej kranówy”, a to z prostego powodu, jakim był brak pieniędzy. Niestety, w kraju w jakim przyszło nam teraz mieszkać, nie ma żadnych „źródełek” takich jak w Polsce, czyli ujęć wody oligoceńskiej albo w ogóle tej znajdującej się głęboko w skałach. Wielka szkoda. Razem z żoną i dziećmi z ogromną tęsknotą wspominaliśmy te odległe czasy, kiedy wystarczyło podjechać do źródełka, aby cieszyć się zdrową, pyszną i czysta wodę, i to za darmo. Trudno, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Grunt, że i tę wodę można pić, bo… gasi pragnienie. Może zabrzmi to dziwnie, ale właśnie tak jest - gasi pragnienie w przeciwieństwie do tej wody ze sklepu. Czemu? Tak zwana woda butelkowana jest chyba największą mieszanką różnych chemikaliów, wciskanych ludziom jako coś, co nadaje się do spożycia. Taka woda jest martwa, niezdrowa i bardzo zanieczyszczona niczym słodzone napoje gazowane. I całkiem niedawno mieliśmy tę wątpliwą przyjemność przekonać się o tym na własnej skórze.
 .